[intro ]
Myślicie że upadne? Nie. To wy będziecie pod moimi stopami.
Balwur,mama, Michał moja rodzina jedyna prawdziwa i moja tarcza reszta zwykłe gówno
[Zwrotka 1]
Zaczynałem z niczym, pusty portfel i cisza,
Rodzina zamiast tarczy była pierwszą kulą w plecy, słyszysz?
Najstarsza siostra – zawsze mądrzejsza od życia,
Patrzyła z góry, jakby sukces był tylko dla wybranych, nie dla mnie, kurwica.
Druga siostra – najgłupsza, głośna jak pusty bęben,
Dużo gada, zero treści, pierdoliła, że upadnę, że nie dam rady – pamiętam ten dźwięk.
Trzecia najmłodsza – myślała, że świat jej coś winien,
A ja harowałem nocami, gdy im było za zimno, za trudno, za biednie.
Szwagier – najbardziej wyszczekany, mistrz gadki przy stole,
Ekspert od mojego życia, choć swojego nie ogarnia w ogóle.
Każdy miał opinię, każdy wiedział lepiej,
Nikt nie podał ręki, gdy byłem na dnie, gdy miałem pętlę myśli na szyi.
[Refren]
Jebać byłych, jebać tych co wątpili,
Jebać rodzinę, co patrzyła jak tonę, zamiast pomóc – kibiczyli.
Z gówna zrobiłem fundament, z bólu zrobiłem broń,
Nie złamali mnie, kurwy – to ja tu stoję, to mój tron.
[Zwrotka 2]
Kasa? Była i znikła, jak ludzie gdy śmierdziałem biedą,
Nagle wszyscy mieli ważne sprawy, gdy nie miałem nic – zero telefonów.
Zdrady w oczy, uśmiech fałszywy jak ich modlitwy,
Każdy święty przy stole, a po plecach noże – klasyczne skurwysyństwo, witaj w rodzinie.
Depresja siadała na klacie jak betonowy blok,
Każdy poranek walka, czy wstać, czy zostać pod nim na noc.
Samotność uczy więcej niż tysiąc kazań,
Bo gdy jesteś sam, wiesz dokładnie, kto cię zdradził, a kto tylko udawał brata.
Hejt lał się strumieniami – „nie dasz rady”, „jesteś nikim”,
A ja brałem to jak paliwo, kurwa, każdy wers jak kolejny wyrok dla ich opinii.
Najstarsza patrzyła krzywo, druga rechotała głupio,
Najmłodsza milczała, a szwagier szczekał – dziś każdy z nich patrzy mi w buty po cichu.
[Refren]
Jebać byłych, jebać tych co wątpili,
Każdy śmiech z mojej drogi teraz brzmi jak cisza w ich willi.
Z gówna zrobiłem fundament, z bólu zrobiłem plan,
Nie złamali mnie, kurwy – ja przetrwałem sam.
[Zwrotka 3]
Walczyłem o swoje, gdy oni walczyli o rację,
Siedząc na dupach, komentując życie – narodowa specjalność.
Ja liczyłem blizny, oni liczyli cudze błędy,
Dziś liczę kroki do przodu, a oni liczą, gdzie popełnili następny.
Nie potrzebuję przeprosin, one są gówno warte,
Chciałem wsparcia wtedy, nie teraz, gdy widać efekty.
Rodzina to nie krew, to lojalność w kryzysie,
A wy jej nie mieliście, więc nie mówcie, że coś wam się należy, skurwysyny.
Każda noc bez snu zrobiła mnie twardszym,
Każdy dzień w ciszy nauczył mnie ufać tylko faktom.
Dziś idę po swoje, nie oglądam się za siebie,
Bo wiem, że gdybyście mogli, znowu chcielibyście mnie widzieć na dnie.
[Refren / Outro]
Jebać byłych, jebać tych co wątpili,
Jebać fałszywą rodzinę, co tylko patrzyła, jak się mylili.
Z bólu zrobiłem siłę, z samotności znak,
Nie złamali mnie, kurwy – to ja wygrałem tę walkę, ja mam ten świat.