(refren)
Nie mów mi o zasadach — sam ich nie masz,
jedno w mordzie, drugie w łóżku, taki z ciebie typ, brat.
Ignoruję twój teatr, twoje puste „ja”,
sprzedajesz się za uwagę — to jedyne, co dasz.
Miałeś tysiąc wymagań, zero dawania,
krzyczałeś „lojalność”, a sam byłeś pierwszym
(zwrotka 1)
Kamelcio — lis z fandomu, wieczny głód spojrzeń,
każda nowa ręka to dla ciebie sens i potwierdzenie.
Nie miłość, nie więź — tylko licznik ciał,
byle ktoś cię chciał, byle ktoś dał znak.
Zdradziłeś mnie z tym, o kim mówiłeś „nigdy”,
a dziś jesteś z nim razem — hipokryzja aż piszczy.
Autentyczność? Tylko w opisach profilu,
w realu puste obietnice i zero kręgosłupu.
(refren)
Nie mów mi o granicach, bo sam je łamałeś,
gdy ja byłem obok — ty już planowałeś.
Ignoruję twój dramat, twoje żale i gniew,
nie jestem już lustrem, w którym maskujesz swój wstyd.
(zwrotka 2)
Robiłem dla ciebie więcej, niż kiedykolwiek zobaczyłeś,
czas, emocje, nerwy — a i tak to przeoczyłeś.
Gdy ja pisałem z innymi, nagle wielki problem,
a wcześniej sam sypiałeś, gdzie popadnie — bez sumienia, bez granic, bez reguł.
Zasady tylko wtedy, gdy pasowały do narracji,
moralność na chwilę, wygodna do manipulacji.
Łatwiej było się spakować, uciec w znany schemat,
wrócić do Dantesa — tego, z którym „nigdy”, pamiętasz?
(refren)
Ignoruję cię całkiem — to boli najbardziej,
bo brak reakcji to prawda, której nie ogarniesz.
Możesz dalej się sprzedawać za cudzy dotyk i noc,
ja wolę być sam niż być twoim planem B i tłem do ról.
(zwrotka 3)
Byłeś wszędzie i z każdym, jakbyś gonił ciszę,
ruchałeś się, żeby nie myśleć, żeby nie słyszeć.
Sam zrobiłeś z siebie przedmiot do użycia,
a potem miałeś pretensje, że ktoś cię nie szanuje w życiu.
Mnie wkurwia nie to, że odszedłeś — tylko twoja poza,
że niby jesteś szczery, a to kolejna tania rola.
Ego większe niż serce, głośniejsze niż czyny,
ciągle „ja”, ciągle „mi”, zero wspólnej drużyny.
(zwrotka 4)
Nie widziałeś poświęceń, bo patrzyłeś w lustro,
ja dźwigałem ten związek, a ty stałeś pusto.
Chciałeś świata pod siebie, bez odpowiedzialności,
brać, nie dawać — to twoja definicja miłości.
Dziś współczuję tym, co wierzą w ten sam numer,
bo prędzej czy później zobaczą to, co ja — bez filtrów, bez złudzeń.
(outro – spoken, zimne)
Możesz robić co chcesz, z kim chcesz i jak chcesz,
ale nie mów, że byłeś prawdziwy — bo to nieprawda jest.
Ja wyszedłem z tego syfu, z podniesioną głową,
a ty zostań przykładem, jak kończy brak zasad i słowo.
(refren – finał)
Ignoruję cię całkiem, to mój największy cios,
bo prawda boli ciszej niż najgłośniejszy głos.
Idę dalej bez ciebie, bez twoich sprzecznych racji,
a ty zostań w tym biegu za atencją — bez autentyczności.