To nie jest numer do radia.
To jest numer do lustra.
[Zwrotka 1]
Dorastałem szybciej niż chciałem dorosnąć
Każdy problem w domu miał twarz i imię „samotność”
Ściany słyszały więcej niż ludzie na zewnątrz
Uśmiech na zdjęciach — a w środku pęknięte wnętrze
Mówili: „bądź twardy”, więc tłumiłem strach
Nie płaczą chłopaki — więc milczałem latami
Dziś wiem, że milczenie to najgorszy wróg
Bo zjada Cię od środka, nie zostawia słów
Widziałem ambicje, które zgasły przez kredyt
Widziałem marzenia, co przegrały z „kiedyś”
Każdy niesie coś, czego nie widać w oczach
Miasto pełne ludzi, a każdy tu samotny trochę
[Refren – spokojny, surowy]
Noszę ciężar, którego nie widać w świetle dnia
Każdy krok to walka, choć nikt nie słyszy jak
Krzyczę w ciszy, kiedy gasną światła
Bo najgłośniejsze demony rodzą się w naszych głowach
Noszę ciężar, ale idę mimo ran
Nie jestem z kamienia — po prostu uczę się trwać
Jeśli życie to test, to piszę go krwią
A każde „nie dasz rady” zamieniam w broń
[Zwrotka 2]
Presja jak beton na klatce piersiowej
Oczekiwania cięższe niż dłonie robocze
„Musisz być kimś” — słyszałem od dziecka
Ale nikt nie pytał, kim ja chcę zostać naprawdę
Scrollujemy życia, porównując blizny
Wszyscy idealni — tylko filtry są czyste
Prawda nie sprzedaje się w HD
Prawda to zmęczone oczy i rachunki w teczce
Czasem myślę, ile jeszcze wytrzymam
Ale potem przypominam sobie, skąd wyszedłem i kim byłem
Nie perfekcyjny — tylko prawdziwy
A prawdziwi zawsze idą pod wiatr, nie z nim
[Bridge – tylko pianino]
Jeśli upadnę, wstanę wolniej
Ale wstanę
Bo nie chodzi o tempo
Tylko o to, by nie zostać na dnie