(refren)
Mój demon pyta: czemu jeszcze go trzymam na smyczy,
czemu nie puszczę kagańca, czemu milczę, gdy krzyczy.
A ja wiem — bo gdy wyjdzie, ja wyląduję w klatce,
a świat by zapłonął, gdyby przejął moje palce.
To nie strach, to wybór, to kontrola nad gniewem,
bo jeden krok za daleko — i już nie wrócę z piekłem.
(zwrotka 1)
Siedzi we mnie jak cień, zna każdy mój nerw,
szepcze: „daj mi ster, pokażę im krew”.
Mówi: „ile razy gryzłeś język do krwi,
ile razy byłeś dobry, a świat pluł ci w ryj?”.
On pamięta wszystko, nie zapomina ran,
każde „zamknij mordę”, każdy fałszywy plan.
Kusi mnie prostą drogą: wkurw, hałas i dym,
bez pytań, bez hamulców, bez jutra, bez win.
(refren)
Mój demon pyta: czemu jeszcze go trzymam na smyczy,
czemu nie puszczę kagańca, czemu milczę, gdy krzyczy.
A ja wiem — bo gdy wyjdzie, ja wyląduję w klatce,
a świat by zapłonął, gdyby przejął moje palce.
(zwrotka 2)
On chce rozliczeń tu i teraz, bez cienia litości,
bez „może”, bez „potem”, bez resztek miłości.
Chce mówić to, co boli, walić prosto w gardła,
zrywać maski z twarzy, palić mosty do zera.
Mówi: „przestań być mądry, przestań być czysty,
bądź skuteczny, bądź brutalny, bądź wreszcie prawdziwy”.
A ja wiem, że on ma rację — i w tym jest problem,
bo prawda bez kontroli zamienia się w pożar i wojnę.
(bridge – szept)
Jeśli go wypuszczę, nie będzie półśrodków.
Nie będzie „przepraszam”.
Będzie cisza po krzyku.
(refren)
Trzymam go na smyczy, bo znam ten scenariusz,
jeden impuls za dużo i spalę ten krajobraz.
Nie chcę być królem ruin, bogiem z popiołu,
wolę nosić ciężar niż zamienić się w potwora z betonu.
(zwrotka 3)
Mój demon nienawidzi kompromisów,
pluje na zasady, śmieje się z kryzysów.
Mówi: „świat jest ringiem, nie klasą do gadki,
albo bijesz pierwszy, albo zbierasz łapki”.
On gardzi słabością, gardzi czekaniem,
gardzi tym, że czasem wybieram opanowanie.
Ale to ja płacę cenę, gdy puszczę go luzem,
to ja zostanę sam z konsekwencją i kurzem.
(refren)
Mój demon pyta: czemu jeszcze go trzymam na smyczy,
czemu nie puszczę kagańca, czemu milczę, gdy krzyczy.
Bo jeśli on wygra, ja zniknę na amen,
a świat zapłonie szybko — i nie będzie już planu B, nie będzie hamulca.
(zwrotka 4)
Nie jestem święty, nie udaję baranka,
każdego dnia balansuję na krawędzi jak struna.
Wiem, jak smakuje gniew, znam jego rytm,
ale też wiem, że po nim zostaje tylko dym.
Więc trzymam łańcuch mocno, choć rwie mi dłonie,
bo wolność bez kontroli to najgorsze więzienie.
Nie chcę, żeby demon nosił moją twarz,
bo wtedy każdy cios byłby podpisany przeze mnie — na zawsze.
(outro – zimne)
On jeszcze jest.
Słyszę go.
Ale to ja mówię „nie”.
(refren – finał)
Trzymam go na smyczy, bo chcę żyć, nie tylko palić,
bo nie chcę świata w ogniu, nie chcę siebie stracić.
Niech krzyczy, niech gryzie, niech wali w kraty,
to ja mam klucz — i dziś wybieram, żeby go nie wypuścić.