Tej nocy ujrzałam wyraźniej
To poruszyło mą wyobraźnię
Choć jeszcze czuję lekką niepewność
To nie zmieniło mego spojrzenia
Co stać się ma pewnie się stanie
Życie nam daje własne rozdanie
Własne rozdanie
Czasami są to chwile nieprzewidywalne
Te piękne wzniosłe i też te marne
I one właśnie przynoszą dary
Lub robią z ludzi ofiary
Ma wyobraźnia wieloma torami biegnie
Nie wiem jeszcze ile kilometrów przebiegnie
Lecz dziwnie się czuję jak skacze po tematach
Miłosne rozterki z ludzkim życiem przeplata
Przeplata
Może i ona jest zbuntowana
I biega w mej głowie od samego rana
Gdy tylko sen ciało moje opuszcza
Fantazja własne wodze nagle sobie spuszcza
I znów gdzieś zaczyna płynąć daleko
Za góry za lasy za wielką rzeką
I gdzieś w ciepłe kraje gdzie jeszcze nie byłam
Lecz podróż mą o poranku właśnie odbyłam
Myślałam że będę płynąć okrętem
Zmierzę się z falami i morza odmętem
Lecz dziwnym trafem nagle zobaczyłam
Na skrzydłach własnych wysoko się wzbiłam
Słońce paliło je osłabiając pióra
Mogłaby przyjść deszczowa chmura!
Jednak na niebie nawet plamki nie było
Słońce me pióra prawie spaliło- prawie spaliło! Spaliło spaliło spaliło
Lęk czułam wtedy że nie dolecę
Uderzę w ziemię spotkam się z kresem
Lecz wiatry północne trzymały mnie w pionie
Siedziałam już chmurze prawie na ogonie
W końcu mogłam spocząć skrzydła naprawić
I własnym lękiem już się nie dławić
Nie nie nie dławić
Bo chmura niosła mnie dalej odważnie
Znów pobudzając mą wyobraźnię
Pobudzając pobudzając wyobraźnię
Teraz pobiegła innymi torami
Ponad wszystkimi nieba obłokami
W miłosnych rozterkach chciała się pławić
W słowa szeptane w namiętność pobawić
Chyba nie wiedziała co czynić zaczęła
Jak mocno mnie nęciła jak szybko ujęła
Szybko ujęła
I tu pojawił się nagle nieznajomy
Wszedł mi do głowy złożył pokłony
Szarmanckim gestem kwiaty mi wręczył
Powiedział-" Jestem"-będę Cię dręczył"
Lecz to dręczenie to nie piekielne męki
Nie szlochy łzy i wszelkie udręki
Lecz słodkie gesty uniesienia w spełnieniu
By ma wyobraźnia uległa marzeniu
Przyznam przed sobą takie męki lubię
Nie lecą mi łzy i w nich się nie gubię
Nie ma też żadnych dziwnych rozterek
Ni fałszu gniewu tych podłych gierek
Lecz gorąca namiętność kielichem przelewana
Od dawna uśpiona lecz wciąż pożądana
Wciąż pożądana! Pożądana
Jeszcze jedna droga była jej nieznana
Przez buty i kroki nie wydeptana
Lecz coś ją wołało a może też ktoś
Gdzieś na jej końcu czekał sobie gość
Ciekawy człowiek godny poznania
Ma dusza choć się bała w tę drogę się rwała
Może jednak warto zobaczyć i poznać
Smaku przygody ponownie doznać
Bo choć niewiele jem apetyt jest mały
Me kubki smakowe nagle zgłodniały
Nagle zgłodniały zgłodniały zgłodniały
Nagle zgłodniały
Ma wyobraźnia jest szalona
Wciąż do podróży gdzieś mnie woła
Nie czekam na drogi jakie mi szykuje
Pakuję walizkę w swe chmury nurkuję
Me skrzydła unoszą mnie w dal przed siebie
Co mnie tam spotka? Jeszcze tego nie wiem
Nie nie nie wiem nie wiem
Nie wiem