Leżała czerwona róża
Purpurą lśniła w odbiciu nocy
Płatki zniszczyła gwałtowna burza
Straciła purpurę lśniących warkoczy
słońce mogło odbudować w niej życie
By wzrosła znowu we własnym rozkwicie
Lecz coś trzymało ją w dziwnej pułapce
Róża usychała choć chciała jaśnieć
Chciała jaśnieć
Choć róża usycha Choć płatki więdną
ciągle czeka na tę chwilę jedną
Bo choć burza połamała to co prawdziwe
Korzenie jej nadal... nadal są żywe
Teraz tylko deszcz uzdrowi jej duszę
Niech zrosi to co pokryte jest kurzem
I słońce niech pozwoli jej światło zobaczyć
Róża swej purpury już nie chce stracić
Nie nie nie chce
Może jeszcze odzyska swoją purpurę
Może ponownie spokój poczuje
Bo dopiero szuka siłę zgubioną
Ciernie jej łodygi duszę teraz kroją
Lecz kiedy burza przestanie szaleć
Róża już nie będzie w sobie maleć
Bo własną siłę znajdzie ponownie
Poczuje się swobodnie i niezawodnie
Niezawodnie
W blasku księżyca widać nadzieję
Burza już nie drwi już się nie śmieje
Bo chwila jedna gdy siła przyszła
Dała róży moc zapaliła się iskra
Już nie czekała w ciągłym zagubieniu
Nie stała w mroku i wiecznym cieniu
Kolce jej stały się tarczą i mieczem
Róża zmierzyła się z własnym kresem
Własnym kresem
Bo Co miało duszę dawniej ranić,
Nie pozwoli się więcej lękowi mamić
Ciernie nie kłują już własnej dłoni,
Lecz silnym pancerzem stają w jej obronie.
Nie pęknie pąk żaden pod ciężarem łzy,
W rozkwicie nowym siła róży tkwi
Siła tkwi
Może jeszcze odzyska swoją purpurę
Może ponownie spokój poczuje
Bo dopiero szuka siłę zgubioną
Ciernie jej łodygi duszę teraz kroją
Lecz kiedy burza przestanie szaleć
Róża już nie będzie w sobie maleć
Bo własną siłę znajdzie ponownie
Poczuje się swobodnie i niezawodnie
Niezawodnie
Kiedy noc mija, pękają pęta
Ona swą siłę na nowo pamięta
Zostawia krzesło, odrzuca cień
Wita ponownie swój nowy dzień.
Stoi znów prosta w dumnej purpurze
Przetrwała silny wiatr,
przetrwała własną burzę
Przetrwała burzę! Własną burzę...
Przy wschodzie słońca widać nadzieję
Burza już nie drwi już się nie śmieje
Bo chwila jedna gdy siła przyszła
Dała jej moc zapaliła się w niej iskra
Już nie czekała w ciągłym zagubieniu
Nie stała w mroku i wiecznym cieniu
Kolce jej stały się tarczą i mieczem
Róża zmierzyła się z własnym kresem
Własnym kresem
Zmierzyła się z własnym kresem...
Kresem kresem kresem kresem...