Spojrzałam na jego twarz jakby bazyliszkiem był
Jego wzrok był przeszywający w mroku swoim gnił
Chciał mnie nim otumanić zabrać ostatni oddech powietrza
Lecz jego spojrzenie martwe przed moim zaczęło spieprzać
Myślał że gdy na siebie spojrzymy w kamień zamieni me ciało
Lecz nie boję się jego cieni patrzeć mu się chyba odechciało
Chyba odechciało!
Wiem że zatruwa powietrze niszczy i kruszy skały
Wiem że gdy ktoś mu w oczy spojrzy robi się drętwy i nagle mały
Lecz gdy tak sobie chodziłam w odmętach własnego mroku
Nie jedno potępione spojrzenie zawisło na moim oku
Czułam wtedy niepewność zdrętwiałam też w sobie cała
Lecz szłam przed siebie dalej w mym piekle wciąż wytrwała
W piekle wciąż wytrwała
Wytrwała
Teraz on patrzy na mnie myśli że wzrokiem ucieknę
Że znowu mu się poddam zanurzę we własnym piekle
Lecz spóźnił się o wiele ten czas już dawno minął
Teraz przed siebie biegnę i nie chcę znowu zginąć
On nie chciał się pogodzić z mym spojrzeniem wytrwałym
Chciał we mnie znów ugodzić lecz sam się zrobił mały
zrobił się...zrobił mały
Śmiech mnie ogarnął w duchu i dzika satysfakcja
Pokonać bazyliszka to niezła transformacja
Może i zatruł powietrze lecz mój oddech ciągle był czysty
Łeb jego się nastroszył zrobił się w deszczu mglisty
Choć sprawiał wciąż groźnego wił się w swym ciele węża
Nie bałam się jego spojrzenia byłam od niego bardziej potężna
Bardziej potężna
Wygrałam walkę z nim, choć łeb koguta wciąż gdakał
Gdy mierzył mnie spojrzeniem sam w sobie w końcu zapłakał
Nie zdziwiło mnie to wcale z niego też się nie śmiałam
Byłam dumna sama z siebie- wzrok jego pokonałam
I tak się właśnie skończyła walka na nasze spojrzenia
Bazyliszek już dalej nie patrzył chcąc jeszcze w kamień mnie zmieniać
On chciał mnie swym mrokiem przykuć wypędzić do piekła własnego
Lecz dobro zawsze zwycięży nie boi się nigdy złego nie nie nie boi się nigdy złego
Nie boi się nie
Jeszcze na koniec powiem bo myśl we mnie szaleje
Choć bazyliszek jest mitem w życiu ich chodzi wiele
Przykuć chcą swoim wzrokiem by ktoś się zamienił na wieki w lody
Lecz nie z każdym bazyliszek może wygrać te swoje podłe podchody
Bo gdy trafi na spojrzenie silniejsze spieprzy ze strachu do wody
Życie to wszak nie bajka lecz morał swój zawsze ma
Kto wredny jest i podły zdechnie jak każda wsza
Zdechnie jak każda każda wsza
Teraz już sobie znikam uciekam w mary senne
Nie patrzę w oczy jego te oczy jego bezdenne
Sen morzy mnie jeszcze bardziej a bazyliszek zwiał
Myślał że kiedyś mnie pokona lecz chyba na żarty mnie brał
Chyba na żarty...na żarty mnie brał
Bo może w bajce był zły i w sobie niepokonany
Lecz kiedy chciał zanurzyć we mnie swe kły, stał się tchórzliwy i mały...tchórzliwy i mały
Tchórzliwy...tchórzliwy i mały