Patrzę na deszcz i liczę krople
Jak łzy spływają po okna szybie
Choć jestem w domu czuję że moknę
Przez łzy niczego już dobrze nie widzę
Wiem że muszę odejść od tego co boli
Choć część mnie nie chce jestem w niewoli
Sercem targają wciąż wątpliwości
Rozczarowanie w nim teraz gości
Jeśli nie zrobię tego czego nie chciałam
We własnej matni będę szybowała
W pętli chmur gęstych i prądów nieznanych
Mój spokój na zawsze będzie odebrany
Choć są mi bliskie twe oczy patrzące
We własnym kłamstwie są ciągle tonące
I sam już nie wiesz co w nich się kryje
W wirach i pętli na zawsze utkwiłeś
Na zawsze utkwiłeś
Jeszcze do niedawna chciałam uwierzyć
Od nowa zacząć świat z tobą przemierzyć
Lecz kiedy deszcz obmywa mi szyby
Widzę twe słowa twe słowa na niby
Już nie chcę więcej mieć burzy w sercu
Łez ciągłych czuć po każdym deszczu
Chcę iść w stronę słońca do wschodu jego
By poczuć to ciepło obdarte ze złego
Tato patrzysz na wszystko z góry
Pewnie siedzisz na jakiejś chmurze
Widzisz jak przeżywam własne tortury
W jakie wchodzę zawirowania i burze
Może już koniec tych gromów
Zbyt wiele pochmurnych jest dni
Podaruj mi tęczę i słońce znowu
By po szybie nie płynęły deszczu łzy
Nie płynęły deszczu deszczu łzy
Dziś nastał dzień ten jeden mój dzień
Otworzyłam oczy odszedł już sen
Choć noc była ciemna nowiem usłana
Była mi bliska sercu dobrze znana
W niej przyszły do mnie przekazy nocy
Bym odeszła od burzy ruszyła w swej mocy
Bo kiedyś nadchodzi chwila rozjaśnienia
To co niejasne wyłania się z cienia
Wyłania się z cienia
Patrzę na deszcz jak płynie po szybie
Krople są mniejsze już płakać nie chcą
Powiedz mi tato gdzie teraz idę
Bym mogła pójść dalej tak sobie lekko
Jesteś gdzieś w górze spoglądasz na mnie
Tą właśnie nadzieją ciągle się karmię
Co teraz myślisz gdy widzisz te wiry
Czy w pętli tej czasu łzy będą się kryły
Może właśnie Ty dasz mi więcej siły
By me myśli wciąż o cud się nie modliły
Bo to co ma się stać to stać się chyba musi
Nikogo do zmiany nikogo nie zmusisz
Nie nie nie zmusisz
Prowadź mnie proszę przez pętlę przestrzeni
Może w jej chmurach świat się odmieni
Choć serce mnie boli chcę teraz ukojenia
Odejścia od bólu wiecznego cierpienia
Dziś zrozumiałam nie zmienisz kogoś
Nie nadasz kierunku innym ich krokom
Czas chyba pomyśleć o własnej drodze
Nikomu na siłę na siłę nie pomożesz
Nie nie nie pomożesz
Wczoraj dostałam wiadomość
Nadzieja moja zgasła
To co słyszałam niedawno to fikcja teraz już jasna
I nawet się nie zdziwiłam
Ponowny zawód poczułam
Choć w sercu głęboko wierzyłam
Własną wiarą się oplułam
Nie chcę już tego więcej nie chcę być oszukiwana
Składam we wszechświata ręce choć droga twa synu jest mi nieznana
Jest mi nieznana
Tato patrzysz na wszystko z góry
Pewnie siedzisz na jakiejś chmurze
Widzisz jak przeżywam własne tortury
W jakie wchodzę zawirowania i burze
Może już koniec tych gromów
Zbyt wiele pochmurnych jest dni
Podaruj mi tęczę i słońce znowu
By po szybie nie płynęły deszczu łzy
Nie płynęły deszczu deszczu łzy
Nie płynęły łzy