Tyle chciałabym powiedzieć i napisać
Lecz nie mogę spokojnie oddychać
Ogarnia mnie smutek żal i zwątpienie
Ponownie ktoś zabrał komuś marzenie
Bo tych ludzi wokół co kłuje coś w oko
Jest coraz więcej lub mi się wydaje
Choć ciągle przed pychą
przed pychą ciągle kroczą
życie swoje kładą kładą na szale
Może oni wcale duszy nie mają
Może to byty co dobrze się znają
Może z demonami piją szampana
I krew niewinnych jest dobrze im znana
Bo kto nie ma duszy czuć nie może wcale
Żyje w amoku i ciągłym tym szale
Diabłowi pokłony swoje oddaje
Zło nie jest mu obce
Lecz dobrze znane
Dobrze znane
Ogarnia mnie chaos myślowy ogarnia
Zbyt wiele wiatrów w nich teraz szaleje
Choć pali się ciągle moja latarnia
Wiatr w oknach za mocno za mocno wieje
Bo nieraz gdy idę i widzę spojrzenie
Te puste bez wyrazu jakby wcielenie
Myśli me krążą wokół problemu tego
Czy to nie jest cień
Cień bytu złego
Bo w tym świecie dziwnym
Zbyt dziwnym jak dla mnie
Zbyt wiele demonów duszę czyjąś kradnie
I nie jest to dla mnie zabawne wcale
Tajemnice świata są dla nas nieznane
Są dla nas nieznane
Nie nie nie nieznane są
Ogarnia mnie szał i nagły gniew
Gdy milknie nagle czyjś anielski śpiew
Gdy głos jego był drażliwy dla kogoś
Gdy słuchał - to knuł i patrzył się złowrogo
Chciałabym wtedy stać się bytem jednym
By zostać ich sędzią tym sędzią biegłym
By móc wyrokiem skazać ich na potępienie
By ciemność zabrała na zawsze ich istnienie
By ciemność ciemność zabrała ich istnienie
Istnienie
Wiem że mogę bredzić i mówić od rzeczy
Znajdą się tacy co będą pytać
- " Czemu słowa kaleczysz?
Zmień swój kierunek nie myśl o bytach
To nie jest twoja lecz ich tajemnica
Nie szkoda nie szkoda nie szkoda Ci życia?"
Ogarnia mnie zaduma gdy słyszę te słowa
Jestem na wszystko na wszystko gotowa
Bo mogę bredzić niech tak się stanie
Ja z własnym zdaniem będę żyła dalej
Będę będę żyła będę żyła dalej
Nieraz gdy widzę tą całą poezję
Nie pachnie ładnie nie rosną na niej frezje
Śmierdzi jak gówno- przepraszam za wyrażenie- lecz smród tego gówna we mnie szaleje we mnie we mnie szaleje
I nie wiem czy to jeszcze jest poezja
Czy tylko zdeptana gównem ta frezja
Gdy ktoś tym smrodem Ciągle chce szeptać i frezje deptać
Ciągle ciągle deptać i szeptać
Gdy pióro macza nie w atramencie
Gdy pisze krwią i żyje w obłędzie
Pisze krwią i
Żyje w obłędzie w obłędzie żyje
W obłędzie
Tyle chcę powiedzieć i napisać
Jednak chyba już pójdę muszę znikać
Bo gdy mrokiem się zajmuję
W piersi dziwnie coś mnie kłuje
Dziwnie dziwnie w piersi coś mnie kłuje
Jakby chciał mnie ktoś opętać
Zabrać duszę węzłem spętać
Jakby kusił mnie do złego
Kusił kusił mnie do złego
kusił
Lecz na darmo trudy jego
Nie zabierze światła mego
Nie nie nie nie zabierze światła mego
Nie zabierze nie
Nie zabierze
Bo nie tylko frezjami pachnie ten świat
Nie nie nie nie tylko frezjami
Bywa że ktoś w gównie
Ma swój ciągły smak
Ciągły ciągły ciągły smak
Ciągły smak