Wyczarowałam sobie ciebie
Dokładnie kawałek po kawałku
Zaczęłam od twoich oczu W ich głębi nie było braku
Spojrzenie mówiło wszystko To co ukryte jest we mnie
Były jak zorzy zjawisko Przeszyły moją pełnię
Potem zaczęłam malować Twe usta
Jakże wtedy Rozbujały moją wyobraźnię
Były męskie tak bezwstydne i tak wyraźne
Cóż za przyjemna to była wtedy rozpusta
Kusiły kąsały kąsały całowały tak mnie twoje usta
Czułam je choć były zaledwie cieniem
Najsłodszą rozpustą moim ukojeniem
Lecz nie chciałam kończyć tej magii na twarzy
Starałam się dalej malować Twą postać wyobrazić
I pojawiła się szybko Jakby mgła poświatą była
A ty ty stanąłeś przede mną
Od twej postaci -siła i męskość biła
Blask mnie poraził Lecz nie zmrużyłam powiek
Czekałam na twój znak na to co do mnie powiesz tak teraz powiesz wymownie
Wyczarowałam cię z tęsknoty i głodu
Byś ogrzał mnie teraz bez żadnych powodów
Dodałam ci serce i upór na chwile złe
Byś tulił mnie mocno gdy rzęsy są we mgle
Taki obraz... prawie doskonały
W świecie gdzie sny dawno już skruszały
Wyczarowałam sobie ciebie Bo taką ochotę miałam
Bo dziwna tęsknota we mnie Tej nocy się odezwała
Bo gdy poczułam ciepło I moc bijącą od ciebie
Chęć by cię wyczarować Była silniejsza ode mnie
Twe dłonie były silne Lecz delikatne zarazem
Doskonale łączyły się z całą postacią
Mym namalowanym obrazem
Chciałam dodać jeszcze
Kilka drobnych szczegółów małych
Byś w życiu kierował się sercem
Sam w sobie był doskonały
A kiedy przyjdą chwile Te ciężkie do udźwignięcia
Byś nie opuścił przenigdy Swojego uporu i zawzięcia
I gdy zobaczysz łzy Zawisłe na moich rzęsach
Byś nie był na mnie zły Lecz mnie utulił w objęciach
Nie wiem co jeszcze bym chciała
Czy obraz jest już gotowy
Może bym jeszcze wyczarowała
Te nasze wspólne długie rozmowy
Słowom nie byłoby końca
Śmiech z powagą by się splatał
A my tak sobą oczarowani
Byśmy szli razem przez dalsze lata
Wyczarowałam jeszcze kilka chwil
Tych naszych lekkich frywolnych
Gdy oddajemy się ekstazie
I gdy nasz dzień jest spokojny
A gdy nocą księżyc w pełni świeci
Emocjom i słowom nie ma końca
Ogarnięci tym samym szaleństwem
Tańczymy nad jeziorem do wschodu słońca
Wyczarowałam nam rozmowy co końca nie mają
Gdzie śmiech i powaga w jedno się splatają
Lekkie frywolne chwile wspólne ekstazy
Z dala od zgiełku od świata i skazy
Ten Księżyc w pełni nasze ciche szepty
Jakby czas był nasz stał się nam uległy
I tak Kroczymy boso pod gwiazdami moimi
W tej magii zaklęci w tej nocy jedyni
Obraz jest gotowy Prawie doskonały
Choć pewnie masz wady co w farbach zostały
Lecz to co ludzkie obce mi nie jest wcale
Ja też nie jestem idealna mam swoje wady i żale
Próbowałam siebie wyczarować tą samą magią pędzla szelestem
Lecz niestety poległam poległam z mej magii gestem
Więc wolę malować ciebie póki farb mi wystarczy
Bo na mój własny portret odwagi mi nie starczy
Wyczarowałam cię z tęsknoty i głodu
Byś ogrzał mnie teraz bez żadnych powodów
Dodałam ci serce i upór na chwile złe
Byś tulił mnie mocno gdy rzęsy są we mgle