Biała dama z mgły się wyłoniła
Porcelanowa twarz tajemnicę kryła
Kiedyś purpura kwitła na ustach
Teraz stała blada w odbiciu lustra
Bluszczem owinięta zamknięta w szponach nocy
Martwa lub zaklęta we mgle gęstych warkoczy
We mgle gęstych...gęstych warkoczy
Spojrzenie niegdyś śmiejące
Teraz zamknięte na życie było
Jej dawne źrenic ognie płonące
Z deszczem we mgle się zmyło
Biała dama stojąca sama
Przez inne oko niedostrzegana
Kim była kim jest? Czy ktoś ją znał?
Czy tylko wiatr na wzgórzach jej grał
Czy może to postać z innego świata
Gdzie dusza wędruje i we mgle się splata
We mgle się splata
Może to zjawa co nie chce wrócić
Znów w gęstej mgle ciągle się dusić
Bo to co było zabrało jej życie
Ostatnie tchnienie z jesiennym liściem
I teraz stoi na wzgórzu samotnie
Wśród wichrów dawnych we mgle swej moknie
Choć oczy zamknięte zdają się wciąż widzieć
Lecz co nadejdzie nie mogą przewidzieć
Kiedyś może była komuś bliska droga
Kochana spojrzeniem przytulana w słowach
Lecz coś się skończyło nadeszła mgła
Tylko jej dusza prawdę całą zna prawdę zna
Może wiatry wspomnień przyniosą jej ukojenie
Wróci do domu znów się zaśmieje
Może poczuje dotyk i ciepło serca
By mogła odejść ze świata spokojniejsza
A może będzie czekała na wzgórzu
Obdarta ze złudzeń martwa i w kurzu
Może w jej spojrzeniu choć jakby zamkniętym
Odnajdzie się ogień we mgle zaklęty
Ogień we mgle
We mgle zaklęty
Samotna dama nikomu nieznana
Czy jest to zjawa? Czy postać człowieka?
Co robi? kim jest ?na kogo czeka?
Ni wiatr ni deszcze nie odpowiedzą
Choć zjawę tę ciągle tak ciągle śledzą
Bo każdy krok jej choć jakby nad ziemią
Jest czymś nieznanym ciszą tajemną
Ciszą...ciszą tajemną
Nie mówi nic, oczu nie otwiera
Nie może nikt dostrzec tego spojrzenia
Może to w nim jest cała potęga
Za nikim nie pędzi przed nikim nie klęka
Jest sama w sobie włada ciszą własną
We mgle się budzi i w niej pragnie zasnąć
I choćby ktoś chciał ją dla siebie
Biała dama jest wolna przed siebie biegnie
Przed siebie biegnie
Biała dama z mgły się wyłania
Przez nikogo nie widziana i nikomu nieznana
Stoi na wzgórzu wśród wichrów swoich
Jej blade lico tylko deszcz ukoi
Bo to co było zostało wspomnieniem
Stała się zjawą choć chciała być czyimś marzeniem
Czyimś marzeniem
Może to zjawa co nie chce wrócić
Znów w gęstej mgle ciągle się dusić
Bo to co było zabrało jej życie
Ostatnie tchnienie z jesiennym liściem
I teraz stoi na wzgórzu samotnie
Wśród wichrów dawnych we mgle swej moknie
Choć oczy zamknięte zdają się wciąż widzieć
Lecz co nadejdzie nie mogą przewidzieć
Nie mogą...nie mogą przewidzieć
Nie mogą