Chyba już dosyć tej walki Niemoc dotykać zaczyna mnie
Choć chciałam by dobrze było To ciągle ciągle było i jest źle
Patrzę jak niszczysz siebie Niemoc i smutek mnie bierze
Chyba już dosyć tej walki Już w dobry koniec nie wierzę Nie nie wierzę Nie wierzę
Chciałam byś ujrzał słońce Lecz ty się mrokiem otaczasz
Mierzysz się ze swoim końcem Własną duszę ciągle zatracasz
Jestem teraz w niemocy Burza zawisła nade mną
Nie świeci już w okno mi słońce
Lecz zrobiło się zrobiło się od chmur ciemno
Bo ile można się starać Wyciągać do kogoś rękę
Gdy oczy chcą dalej płakać A serce przeżywa mękę
Chyba już dosyćl łez Gdy chcesz być w swoim piekle
Na dworze wciąż pada deszcz Z szyb zmywa moją udrękę Zmywa moją udrękę
Wiatr i burza uciszą teraz serce moje
Choć niebo zachmurza już się nie boję
Nie nie Już się nie boję
Choć żal mnie mocno dotyka Gdy widzę jak w deszczu toniesz
Już w sobie sobie nie znikam Jestem wiary mej słowem
Może gdy burza odejdzie Świat swój ponownie zobaczysz
I może już nie za zakrętem lecz teraz swą drogę wyznaczysz
Bo gdy nadzieję tracisz świat twój Tonie w morzu łez
Lecz gdy swój szlak wyznaczysz
Znów słychać serca swego śpiew Słychać serca śpiew
Może tak być musi A może to karma nasza
Ta ciągła walka i niemoc Co deszczem łzy te zrasza
Bo gdy tak patrzę na ciebie Na to jak niszczysz siebie
Widzę jak miotasz się w piekle
I jak czas ci szybko biegnie
I nie chcesz zmian żadnych zrobić
Jakbyś był w jakimś amoku
Chyba już muszę się wyzwolić
By nie zgubić własnego własnego kroku
Ta ciągła ta ciągła niemoc Zabija me serce od środka
To fazy mej tchnienia niemoc Gdy braknie już półśrodka
Gdzie biegniesz gdzie dalej idziesz
Co robisz ze swoją duszą Ze złem się swoim nie kryjesz
Łzy tylko twe serce kruszą Twe serce kruszą
Chyba już niemoc mnie dopadła
Choć chciałabym bardzo pomóc
Lecz pustka w me serce się wkradła
Ty ciągle idziesz do mroku
Choć łzy me szklą się na rzęsach
Choć serce boli prawdziwie
Ma siła żyje w udrękach Mimo że patrzy wnikliwie
Ta ciągła ciągła bezsilność
Rozbija me molekuły Choć chciałabym byś poczuł miłość
Twój świat jest mrokiem osnuty
Podążasz do piekła swojego
Jakby twym domem był jednym
Chyba chcę spokoju własnego
By bóg był twym sędzią jednym
Choć wciąż jestem w stanie bezsilności
Nadal dla ciebie pragnę miłości
Może to karma a może to udręka własna
Lecz prośba do ciebie jest jak słońce jasna
Ty ciągle tak ciągle w mroku swoim tańczysz
Lecz zamiast słodyczy masz gorycz pomarańczy
Co stać się musi byś zmienił kierunek
Czy chcesz widzieć słońce czy diabła poczęstunek Diabła poczęstunek
Wiatr i burza uciszą teraz serce moje
Choć niebo zachmurza już się nie boję
Nie nie Już się nie boję Choć żal mnie mocno dotyka
Gdy widzę jak w deszczu toniesz Już w sobie sobie nie znikam
Jestem mej wiary wiary słowem Może gdy burza odejdzie
Świat swój ponownie zobaczysz
I może już nie za zakrętem lecz teraz swą drogę wyznaczysz
Bo gdy nadzieję tracisz świat twój Tonie w morzu łez Lecz gdy szlak wyznaczysz słychać słychać serca śpiew