Kończę toksyczne więzi
Wychodzę z cudzych schematów
Odchodzę od dawnego nie czuję żadnych braków
Może jeszcze pomyślę o tym co było kiedyś
Lecz stary system runął
W wieże grom musiał uderzyć
Bo kto sieje wiatr ten sam zbiera burzę
Chowa się przed nim słońce i niebo bezchmurne
Grad chce uderzać by skończyć iluzję
Przerwać toksyczne toksyczne fuzje
Przerwać toksyczne fuzje
Dziś się odradzam dziś widzę siebie
Nie czuję klatki zamkniętej w piekle
Dziś już odchodzę od więzów zaklętych
Nie straszne są dla mnie piekła odmęty
Noc robi się ciemna przychodzi pełnia
Nadchodzi spokój cisza wzajemna
Burza oddechem wiatr obudziła
Choć była gwałtowna wieżę obaliła
Wieżę obaliła
Może to mój chrzest a może zrozumienie
Czuję teraz spokój duszy odrodzenie
Nie wiem gdzie mnie będą prowadzić kroki
Lecz w sercu mym mieszkają nadziei obłoki
Ponad niebo wzrastam ponad chmury tonę
Jestem własnym ogniem burzy się nie boję
Słońce swym promieniem oświetla mi drogę
Wiem gdzie teraz jestem i co teraz mogę
Wiem co teraz mogę
Pamiętam jeszcze do niedawna
Ukryta była wciąż moja prawda
Chciałam powiedzieć być serca słowem
Lecz gdy przemówiłam stałam się wrogiem
Toksyczne więzy były potężne
Walczyły ze mną zaciekle i prężnie
Lecz anioł mój duch uzdrowiciel
Chronił i chroni wciąż moje życie
Odeszłam od bólu od ciągłych syków
Od jadu innych wiecznych wytyków
I choć łzy zawisły na moich rzęsach
Ma siła była jest i będzie potężna
Jest i będzie potężna
Dziś się odradzam dziś widzę siebie
Nie czuję klatki zamkniętej w piekle
Dziś już odchodzę od więzów zaklętych
Nie straszne są dla mnie piekła odmęty
Noc robi się ciemna przychodzi pełnia
Nadchodzi spokój cisza wzajemna
Burza oddechem wiatr obudziła
Choć była gwałtowna wieżę obaliła
Wieżę obaliła
Choć boli serce bo więzy bliskie były
Nie niosły mi jednak nadziei i siły
Kiedyś przychodzi pełni zrozumienie
Chcesz iść za sobą własnym spełnieniem
I choćby droga samotna miała być
W niej czuć ten spokój dalej chce się żyć
Może jeszcze kiedyś odwrócę się za siebie
Może w snach pobiegnę pobędę w mym piekle
Lecz gdy się obudzę i poczuję łzy
Znów zapragnę być sobą by w spokoju żyć
By w spokoju żyć
W spokoju w spokoju żyć
Może to mój chrzest a może zrozumienie
Czuję teraz spokój duszy odrodzenie
Nie wiem gdzie mnie będą prowadzić kroki
Lecz w sercu mym mieszkają nadziei obłoki
Ponad niebo wzrastam ponad chmury tonę
Jestem własnym ogniem burzy się nie boję
Słońce swym promieniem oświetla mi drogę
Wiem gdzie teraz jestem Wiem co teraz mogę
Wiem co teraz mogę co mogę teraz mogę
Odeszło to co było złudzeniem
Nie moim życiem nie moim spełnieniem
Już nie chcę być bluszczem owinięta
W piekle się dusić w pułapce zaklęta
Czas mi pokazał właściwą drogę
Choć burzę zradzał stał się mym słowem
Dziś już nie boję się być serca głosem
Ponad nieba chmury prawdę moją wznoszę
Prawdę moją wznoszę
Moją prawdę...prawdę wznoszę