[Zwrotka 1]
Pamiętam podwórko, trzepak jak tron
Kredą rysowane marzenia pod blok
Mama woła z okna, słońce znika gdzieś
A my chcieliśmy być dorośli — dziś chce się wstecz
Plecy bez ciężaru, kieszenie bez trosk
Problem to był tylko start lub stop
Czy zdążę na bajkę, czy wrócę przed nocą
Teraz zdążę na wszystko, a wracam zmęczony
Z dzieckiem w środku gada dorosły ja
Mówi: „nie zabijaj w sobie tamtych lat”
Bo w biegu za jutrem, w wyścigu o byt
Łatwo zgubić siebie, łatwo przestać żyć
[Refren]
Hakuna mata — jak cudownie to brzmi
Gdy byłeś dzieckiem, świat nie liczył dni
Hakuna mata — wtedy łatwiej się śni
Dziś dorosłość uczy, jak się martwić i iść
[Zwrotka 2]
Dorastanie boli, nikt nie mówił jak
Że marzenia chudną, gdy dorasta strach
Że wolność to wybór, a wybór to błąd
A odpowiedzialność ma betonowy ton
Pierwsze porażki, pierwszy zawód w ludziach
Pierwsze „nie wyszło”, co długo się dłuża
Już nie pytasz „kim będę?”, pytasz „czy dam radę?”
A dziecko w tobie krzyczy: „ej, nie zapomnij o zabawie”
Czasem wracam myślą, gdy jest naprawdę źle
Do chwil, gdzie wystarczył rower i deszcz
I wiem, że dorosłość to nie koniec snów
To tylko test, czy pamiętasz, skąd byłeś tu
[Refren]
Hakuna mata — jak cudownie to brzmi
Ale życie mówi: „nie zawsze tak jest”
Hakuna mata — nie martw się aż do końca swych dni
Tylko nie zgub dziecka, gdy dorosłym się staniesz ty
[Refren]
Hakuna mata — jak cudownie to brzmi
Gdy byłeś dzieckiem, świat nie liczył dni
Hakuna mata — wtedy łatwiej się śni
Dziś dorosłość uczy, jak się martwić i iść
[Zwrotka 3]
Dziś uczę się żyć z tym, że nie wszystko gra
Że czasem trzeba przegrać, żeby siebie znać
Że cisza boli bardziej niż najgorszy krzyk
A lustro pyta rano: „czy to nadal ty?”
Znajomi z podwórka rozeszli się w dal
Jednych wciągnął hajp, innych codzienny balast
Zostali w telefonie, w starych zdjęciach sprzed lat
Gdzie każdy był kimś więcej, niż pozwalał nam świat
I niosę to dziecko jak ogień pod skórą
Ono daje sens, gdy dni są za długie, za szare, za trudne
Bo jeśli je zgubię — zgubię też cel
A dorosłość bez duszy to tylko pusty sen
[Refren]
Hakuna mata — jak cudownie to brzmi
Gdy byłeś dzieckiem, świat nie liczył dni
Hakuna mata — wtedy łatwiej się śni
Dziś dorosłość uczy, jak się martwić i iść
[Zwrotka 4]
Już wiem, że „Hakuna mata” to nie brak łez
To siła, by wstać, gdy świat kładzie cię na deski jak zwierz
To umieć odpuścić to, czego nie zmienisz
I nie zgorzknieć, choć życie czasem cię przemie mieli
Nie chcę być twardy kosztem własnych marzeń
Nie chcę uczyć dzieci, że serce to balast
Więc idę przed siebie, wolno, lecz wprost
Z plecakiem wspomnień i wiarą, że to ma sens, wiesz ziom
Hakuna mata — dziś brzmi inaczej niż kiedyś
Ale dalej ratuje, gdy wszystko się sypie
Bo dorosłość to droga, nie wyrok, nie kres
A dziecięcy spokój to luksus, o który warto się bić
[Outro]
Bo dorosłość to nie zapomnieć, kim byłeś
Tylko nauczyć się żyć, nie tracąc siły
Hakuna mata — niech zostanie w nas
Jako szept z dzieciństwa, gdy świat gonił czas