[Intro – spoken]
Yeah…
To nie jest historia o zwycięstwie.
To jest historia o powrocie.
[Zwrotka 1]
Świat chciał mnie wbić w ziemię jak gwóźdź bez głowy,
Każdy dzień jak wyrok, każdy oddech losowy.
Blizny zamiast sumienia, brud pod paznokciem duszy,
Wracam, choć ten ciężar wciąż mnie w środku kruszy.
Rodzimy się tu jak mięso na zimnym stole,
Miasto uczy przetrwania, nie pyta o wolę.
Presja ściska kręgosłup, betonowy chwyt,
A przyszłość patrzy martwo — jakby znała mój typ.
Wciągałem mrok jak tlen, żeby nie słyszeć krzyków,
Ale cisza po nim tylko mnożyła wyniki.
Igła zimna jak noc, kiedy nie ma już nic,
Leżałem, gapiąc się w sufit, tracąc sens, tracąc rytm.
Każdy dzień walka z bestią zrobioną ze szkła,
Pytanie w głowie: „Ile jeszcze z siebie dasz?”
I pękłem nie ze strachu, tylko gdy prawda mnie zbiła —
Albo wstanę na nogi, albo zniknę w ruinach i pyłach.
[Refren]
Świat chce mnie złamać, wbić w ziemię jak znak,
Ale wracam — choć niosę blizny zamiast prawd.
Z demonami pod skórą, z trucizną we krwi,
Zrywam łańcuch — chcę żyć, nie zniknąć w cieniu dni.
Świat chce mnie złamać, odebrać mi głos,
Ale stoję — nawet krzywo, nawet wbrew los.
To nie bajka o cudach, to rap z dna,
Chcę żyć, nie umierać w niedzielę — nie dziś, nie ja.
[Zwrotka 2]
Tu nikt nie pyta, czemu krwawisz od środka,
„Weź się w garść” brzmi łatwo, gdy nie znasz tego dotyku.
Młodzi spadają jak gwiazdy w brudne bagno,
Świat patrzy obojętnie — bo tanio, bo na masę.
Widziałem twardych jak stal, agresywnych jak psy,
Potem leżeli zimni — bez imion, bez dni.
Ziemia żre marzenia, substancje żrą ciało,
Szept mówił: „Nie idź dalej” — ja i tak poszedłem w bagno.
Bo ból był prostszy niż życie i bycie kimś,
Aż zabrakło mi płuc, duszy, sensu i sił.
I wtedy głos we mnie ryknął jak pękający mur:
„ALBO WSTAJESZ, ALBO TONIESZ — WYBIERAJ JUŻ!”
[Refren]
Świat chce mnie złamać, wbić w ziemię jak znak,
Ale wracam — choć niosę blizny zamiast prawd.
Z demonami pod skórą, z trucizną we krwi,
Zrywam łańcuch — chcę żyć, nie zniknąć w cieniu dni.
[Zwrotka 3]
Wróciłem z dna z gardłem pełnym krwi i kurzu,
Oczy jak wypalone żarówki w ciemnym burzu.
Ręce drżały jak druty pod napięciem dnia,
Ale wiedziałem jedno — jeśli wojna, to ja.
Wyrzuciłem truciznę jak potwora do ścieku,
Patrzyłem, jak odpływa — kawałek mojego piekła.
Trząsłem się jakbym walczył z duchami pod skórą,
Ale pierwszy raz od lat czułem: „Jeszcze tu jestem, kurwa”.
Dni szorują mnie papierem ściernym po kościach,
Noce walą jak młot, ale nie tonę już w wiosłach.
To nie droga świętych, to szlak tych,
Co wyrwali z piekła ostatni płomień sił.
[Bridge – Pakto vibe]
Nie jestem czysty.
Nie jestem gotowy.
Ale jestem żywy —
A to dziś wystarczy.
[Refren – outro]
Świat chce mnie złamać, chce mnie wbić w ziemię —
A ja wracam, choć mam blizny zamiast sumienia.
Z demonami w ciele, z trucizną we krwi,
Rozrywam łańcuch — chcę żyć. Chcę żyć.