[Intro]
To nie bajka fantasy, to prawdziwa więź,
lis i smok — razem, nawet gdy świat chce nas zjeść.
[Zwrotka 1]
Jestem furry lisem w świecie pełnym ran,
gdzie każdy dzień potrafi odebrać tlen i plan.
Były noce, gdy myślałem, że to już mój kres,
ale wtedy pojawił się on — smok, mój sens.
Balwur przy mnie, gdy grunt palił stopy,
gdy piekło życia brało nas w swoje szpony.
Mam futro, on ma łuski, różne kształty snów,
ale serca biją równo, gdy idziemy w ten sam mrok.
Świat patrzył krzywo, mówił: „to nie ma prawa trwać”,
a my zrobiliśmy z miłości powód, żeby wstać.
Kiedy brakło mi sił, on był moim światłem,
a gdy jemu było ciężko — ja stałem się wsparciem.
[Refren]
Jestem lis, a obok mnie mój smok,
razem idziemy przez ogień, choć pali nas los.
Życie to piekło, ale trzymamy się blisko,
bo miłość daje siłę większą niż wszystko.
Nie jesteśmy idealni, mamy blizny i strach,
lecz gdy stoimy razem, nie złamie nas świat.
Lis i smok — przeciw całemu złu,
jeśli upadnę, wiem, że on mnie znów podniesie z dna.
[Zwrotka 2]
Były chwile ciszy, ciężkie jak ołów,
gdy demony przeszłości wracały bez słów.
Każdy z nas dźwiga swój własny cień,
ale razem łatwiej przetrwać kolejny dzień.
On nauczył mnie oddychać, gdy wszystko się pali,
ja uczę go, że nawet smoki czasem się łamią.
Nie uciekamy, gdy robi się źle,
idziemy przez to piekło krok po kroku, we dwoje.
Nie chodzi o bajki, skrzydła czy kły,
chodzi o to, że jesteś — gdy wali się świat i sny.
Furry dusze w brutalnym świecie ludzi,
a mimo to miłość w nas wciąż się budzi.
[Refren]
Jestem lis, a obok mnie mój smok,
razem idziemy przez ogień, choć pali nas los.
Życie to piekło, ale trzymamy się blisko,
bo miłość daje siłę większą niż wszystko.
Nie jesteśmy idealni, mamy blizny i strach,
lecz gdy stoimy razem, nie złamie nas świat.
Lis i smok — przeciw całemu złu,
jeśli upadnę, wiem, że on mnie znów podniesie z dna.
[Outro]
Jeśli pytasz, jak żyję w tym chaosie dnia,
to powiem wprost — dzięki niemu wciąż trwam.
Balwur, mój smok, mój ogień i dom,
razem przez piekło… aż po własny horyzont.