(refren)
Miałeś rację od początku — dziś to wiem,
za późno słuchałem, ale w końcu zrozumiałem sens.
Ja idę z prawdą, ty zostałeś z maską i grą,
jestem dalej, wyżej — ty w tym samym bagnie co rok.
(zwrotka 1)
Balwur mówił mi prawdę, gdy ja jeszcze nie chciałem jej znać,
ostrzegał mnie przed tobą, a ja wolałem ślepo trwać.
Myślałem, że się zmienisz, że to tylko faza i strach,
a ty byłeś dokładnie tym, kim jesteś teraz — bez zasad.
Żałuję, że nie słuchałem, że zignorowałem znaki,
dziś już wiem, że prawda boli, ale kłamstwo boli latami.
Teraz jestem z nim — stabilnie, czysto, bez gierek,
a ty dalej grasz w teatr, zmieniasz role jak profile.
(refren)
Miałeś rację od początku — dziś to wiem,
ja wyszedłem z iluzji, ty w niej żyjesz dzień po dzień.
Ja mam spokój, ty masz chaos i głód,
i choć się śmiejesz głośno — w środku wiesz, że to gnój.
(zwrotka 2)
Ty dalej fałszywy, dalej sprzedajesz się za uwagę,
każdy nowy dotyk to dla ciebie chwilowa przewaga.
Nie umiesz być sam, nie umiesz być wierny,
ciągle szukasz potwierdzeń, a nie umiesz być szczery.
Zdradziłeś mnie, zdradzisz jego — to tylko kwestia czasu,
ten sam schemat, te same kłamstwa, ten sam brak kręgosłupa, brak klasy.
Z Dantesem „na serio”, „na zawsze”, „prawda”,
a ja już słyszałem te hasła — brzmią jak stara reklama.
(refren)
Nie wierzę w twoje „teraz”, „już inaczej”, „już wiem”,
bo każde twoje słowo ma termin jak tani sen.
Ja nie muszę nic udowadniać, ty — cały czas,
bo gdy zgasną światła, zostajesz sam ze sobą i wstydem na twarz.
(zwrotka 3)
Balwur widział to wcześniej — brak zasad, brak dna,
to, że bierzesz ile się da i nie oddajesz nic w zamian.
Uczy mnie spokoju, nie gier, nie presji,
przy nim nie muszę udawać, nie muszę się pieprzyć z myślami.
A ty? Dalej liczysz ciała, spojrzenia, noce,
jakby ilość zastępowała wartość i sens.
Sam zrobiłeś z siebie towar, a potem płaczesz,
że nikt cię nie traktuje jak kogoś więcej niż chwilę.
(refren)
Miałeś rację od początku — dziś to krzyczę głośno,
lepiej późno niż nigdy, dziś stoję ostro.
Ja wybrałem prawdę, choć bolała jak chuj,
ty wybrałeś wygodę — i tak zostanie, czuj.
(zwrotka 4)
Wkurwia mnie nie przeszłość — ona już zdechła,
wkurwia mnie twoja poza, że niby jesteś „lepszą wersją”.
Te same kłamstwa, tylko adres inny,
ten sam egoizm, tylko nowy świadek winy.
Nie widziałeś, co dla ciebie robiłem — bo nie chciałeś widzieć,
brałeś wszystko jak należne, nie dając nawet ciszy.
Dziś patrzę z dystansu i mam jedną myśl:
jak dobrze, że to nie mój problem, nie mój wstyd, nie mój syf.
(outro – zimne)
Zdradzisz go.
Tak jak mnie.
Bo nie zdrada jest problemem —
ty jesteś.
(refren – finał)
Miałeś rację od początku — dziś to wiem,
ja jestem z Balwurem, ty w pętli swoich kłamstw i scen.
Nie cofaj czasu, nie pisz, nie udawaj snów,
ja mam przyszłość.
Ty masz schemat.
I to się już nie zmieni — nigdy, chuju.