

Prompt / Lyrics
Bywa że pędzę pędzę przed siebie Bywa że nie wiem gdzie będzie mi lepiej Bywa że zamykam me chwile w piwnicy Niech będą niech trwają nikt ich nie zliczy Są tylko moje ukryte przed światem Coś dla mnie znaczą i ja dla nich znaczę Bywa że nikt mnie nie chce zrozumieć I ja też nie chcę w ich morzu szumieć Mam swój ocean w nim głębie widzę W nim się zanurzam jego się nie wstydzę Bywa że nie chce mi się odzywać W mej ciszy chcę być i w niej przebywać Ona rozumie mnie doskonale Tak przy mnie stoi tak stoi wytrwale Mogę jej wykrzyczeć to co mnie boli Ona mnie Wysłucha zrozumie i ból ukoi Bywa że stoję nad własną przepaścią Chciałabym skoczyć i w końcu zasnąć Lecz chyba jeszcze nie pora jest moja Nie czuję się na to już gotowa nie nie Może by tak popatrzeć z góry Na ten ocean i nieba chmury Spojrzenie utopić we wschodzie słońca W nim widzieć jutro w nim nie ma końca Bywa że idę tak idę swobodnie Czuję się lekko i niezawodnie Oddycham głęboko głęboko oddycham Oddaję się chwili ona mnie przenika Wpatrzona w horyzont chcę obrać drogę Iść tam do niego być jego słowem Może gdy dojdę zamieszkam z nim razem Będę jego muzą i jego nieba obrazem I będę tak patrzeć na świat z daleka Niech kręci się dalej ja sobie poczekam Bywa że kiedy słyszę czyjeś imię Czuję się nieswojo i jakoś tak dziwnie Bo nieraz jest ktoś kto sypie sól na ranę Sypie sól sól sypie na ranę Budzi we mnie ogień staję się wulkanem Budzi budzi ogień staję się wulkanem Wulkanem wulkanem staję się Moja erupcja jest komuś zadana Wybucha gdy z solą łączy się ma rana Bywa że w ciszy żyję przez wieki Czekam na przyjście fal mojej rzeki Z daleka widzę jak się unoszą Płyną tak do mnie wieści mi niosąc Wiem że to jest moment Tylko chwila jedna Gdy złączę się z rzeką będę się z nią jednać Gdy głosy przodków zaprowadzą mnie do siebie Tam gdzie ich krew łączy się z jej biegiem Bywa że patrzę na świat przenikliwie Sama sobie wtedy się dziwię Ten jego ogrom to piękno jego Te lasy i góry i to jedno drzewo Ta różnorodność co mnie zachwyca Te pory roku i ich tajemnica I morze co falami głaszcze dzikie plaże Te inne wyraźne lub mniej wyraźne twarze I te promienie słońca z księżycem Bywa że się napawam napawam ich obliczem Bywa że w głowie nieraz mi się kręci Że czegoś pragnę i coś mnie nęci I serce bije mocno jakby pierś chciało zostawić Bywa że chce mi się tańczyć i bawić Chce mi się tańczyć i bawić I bywa że czyiś słów nie potrafię strawić Choć staram się zrozumieć spokojna być Nie potrafię z ironią do kogoś się kryć Nie nie nie potrafię Bywa że dopada mnie błogi błogi stan Tak w nim się znajduję tylko ja go znam Nie widzę innych choć oni mnie widzą Nie wiem czy się śmieją czy ze mnie szydzą Bo gdy tak jestem zamknięta na życie Wcale Nie interesuje mnie czyjeś oblicze Zanurzam się w sobie w tym moim stanie W nim pływam w nim tańczę jemu się oddaję Zanurzam zanurzam się w moim stanie Tak pływam w nim pływam Jemu się oddaję jemu jemu się oddaję I bywa że chcę w deszczu mym szaleć W deszczu deszczu szaleć
Tags
VintageBlue RockwithRaspy Vocals andSoulfulGuitar Solos,female,ambient, experimental,bass,choir,saxophone,deltablues
6:11
No
4/21/2026