[Zwrotka 1]
Rafał Kanapka i Papudzowald, wbijają w lot jakby złapali świat,
Bilet w jedną stronę – Amsterdam, brat,
W głowach plan – setkę odmian brać, testować smak.
Na Schiphol lądują, wiatr w ich żagle,
Mapa w rękach, kurs na kafejki nagle,
Pierwszy przystanek – Green House roztacza,
Aromat Haze, co rozprasza jak mgła nad ranem.
[Zwrotka 2]
Leci pierwsza – Amnesia w płuca,
Później Blue Dream – vibe ich porusza,
Wbijają w Bulldog, jakby znali ten układ,
Po trzecim bluntcie czas zwolnił jak w fuzjach.
Rafał Kanapka szuka kanapy,
Papudzowald ma w głowie rapy,
Wyciąga zeszyt, nawija bez mapy,
Każdy rym wchodzi tu jak podkład w tracki.
[Refren]
Amsterdam nocą, palimy stilo,
Każda odmiana jak inny film, yo,
Setka smaków – lecimy w dym, bo
To nasz trip, nikt nie zatrzyma ich flow.
[Zwrotka 3]
White Widow jak śnieg, skuna deszcz,
Cali Kush wprowadza w letarg jak sen,
Sour Diesel wbija jak prąd w krew,
Papudzowald twierdzi, że czuje się lżej.
Rafał Kanapka zamawia space cake,
Po trzech kęsach czas robi break,
Leci w wizje, w których lata jak Drake,
Mówi do zioma: „Ej, lecimy na fejm!”
[Zwrotka 4]
Jack Herer w płuca, styl jak bestia,
Skun w Amsterdamie – jak wino w Toskanii esencja,
Wpadli do Barney’s, wzięli zestaw,
Po Lemon Skunk myślą, że lecą na Elysium bez cła.
Setna odmiana, koniec tej misji,
Rafał i Papu – legendy tej wizji,
Wracają na lotnisko, we mgle jak mystic,
Ale na zawsze zostanie im w głowach ten wyścig!
[Refren]
Amsterdam nocą, palimy stilo,
Każda odmiana jak inny film, yo,
Setka smaków – lecimy w dym, bo
To nasz trip, nikt nie zatrzyma ich flow.