[Intro]
Cisza przed bitem…
Tu nie ma hitów na chwilę
To nie jest numer do tańca
To jest numer dla tych, co ledwo stoją
Dla tych, co śmieją się w dzień
A w nocy walczą sami ze sobą
Dla tych, co nie mieszczą się w tym świecie
Gdzie wartość ma tylko to, co można policzyć
Jeśli czujesz ciężar — zostań
Ten numer nie udaje
To jest prawda,
Której nikt nie chce słuchać
[Zwrotka 1]
Bloki jak konfesjonał, każdy niesie swój krzyż
Na klatce cisza krzyczy głośniej niż telewizor dziś
Mówią „bądź silny”, ale nikt nie mówi jak
Gdy noc przygniata myśli, a dzień to ciągły strach
Pierwszy raz — „tylko spróbuj”, miał być reset głowy
A wyszło jak zawsze, fałszywy spokój chwilowy
Proch nie leczy ran, tylko je pudruje
A depresja siedzi cicho, aż cię zdemoluje
Kumple znikają, gdy przestajesz się śmiać
Gdy nie masz siły udawać, że wszystko jest „jak trzeba”
Psychika w ruinie, a świat mówi: „weź się w garść”
Jakby to było proste, jakby to był żart
[Refren]
To świat, gdzie serca tanie, a dusze na sprzedaż
Gdzie więcej znaczy konto niż to, kim jesteś naprawdę
Lajki zamiast prawdy, pieniądz zamiast wartości
A my się dusimy w ciszy codzienności
To świat, gdzie nie ma miejsca na słabość
Więc każdy gra twardego, choć pęka po cichu
Krzyczę przez bity, bo nie chcę zniknąć
To mój głos wśród syfu, mój manifest sprzeciwu
[Zwrotka 2]
Każdy coś ukrywa, bo wstyd się przyznać
Że nie dajesz rady, że boisz się jutra
Na Insta sukces, w realu ruina
Uśmiech do zdjęcia, w domu ciemna dziura
Toksyczny świat, toksyczne relacje
Miłość na raty, przyjaźń na okazje
Wartości wyparły się same siebie
Liczy się zasięg, nie człowiek obok ciebie
Diler obiecuje spokój w proszku
System obiecuje szczęście po kosztach
A prawda taka, że zostajesz sam
Z głową pełną myśli, których nie chce znać nikt z nas
[Refren]
To świat, gdzie serca tanie, a dusze na sprzedaż
Gdzie więcej znaczy konto niż to, kim jesteś naprawdę
Lajki zamiast prawdy, pieniądz zamiast wartości
A my się dusimy w ciszy codzienności
To świat, gdzie nie ma miejsca na słabość
Więc każdy gra twardego, choć pęka po cichu
Krzyczę przez bity, bo nie chcę zniknąć
To mój głos wśród syfu, mój manifest sprzeciwu
[Zwrotka 3]
Nie piszę tego dla hajsu, ani dla fejmów
Piszę, bo może ktoś poczuje: „ej, nie jestem sam”
Jeśli walczysz z głową — to nie jest wstyd
Wstyd to udawać życie, którego nie ma w nas
Niech ten numer będzie jak dłoń w ciemności
Nie proch, nie flaszka, nie fałszywy spokój
Jeszcze mamy wybór, jeszcze mamy głos
Choć świat próbuje sprzedać nam wszystko po drodze
[Outro]
Jeśli słyszysz ten wers — to znaczy, że żyjesz
A skoro żyjesz, to jeszcze możesz walczyć
Nie dla lajków.
Nie dla pieniędzy.
Dla siebie.