Zwrotka 1:
Yo, sobota, zero lasek, tylko browar i desperacja
Kuba mówi „ziom, dawaj mi w dupę, bo inaczej się wieszam”
Rozpierdalam go jak stary materac u babci na strychu
Jego dupa piszczy głośniej niż wentylator w PlayStation 4
Wjeżdża tatuś Kamila, myśli że to napad
A tu synalek na kolanach, z moim kutasem w gardle jak kebab
„Tato… to nie tak jak myślisz…” – klasyk
„Synu… dawaj głębiej, bo już pół godziny czekam w kolejce”
Refren (krzyczany jak na stadionie Legii):
Jebać kolegę w dupę, jebać ojca kolegi w dupę
Pedalskie święto, wszyscy dostają w dupę
Gruby kutas w dupie, sperma leci jak konfetti
Rano wstajesz gejem, ale przynajmniej nie jesteś dziewicą, ziom, gratki!
Zwrotka 2:
Maciek leży rozjebany, dupa jak krater po meteorycie
„Ziom, czuję że mam w środku inflację, 17% rocznie”
Bartek woła „teraz kolej na mnie, dawaj podwójne wejście”
Dwa kutasy naraz – rekord świata w kategorii „rodzina zastępcza”
Wchodzi stary Grześ – ojciec Bartka, 58 lat, brzuch piwny
„Synu, jak ty dajesz radę z takim małym?”
Zdejmuje spodnie – armata z czasów PRL-u
„Przepraszam chłopaki, ale tata musi odreagować po latach w ZUS-ie”
Bridge (wolno, bardzo mokro i obscenicznie):
Cztery kutasy, dwie dupy, jeden ojciec, zero sumienia
Sperma na suficie, jakby ktoś odpalił wulkan w salonie
Ktoś krzyczy „tato mocniej!”, ktoś inny „synu ciszej!”
A w tle leci disco polo – „Ona tańczy dla mnieee… w dupie”
Ostatni refren + outro:
Jebać w dupę kolegę, jebać ojca, jebać dziadka jak trzeba
Cała wieś już wie, mamy tu gejowski sabat
Rano budzisz się, kutas boli, dupa płacze
Ale w głowie tylko jedna myśl:
„Kurwa… kiedy znowu sobota?”
ostatni dźwięk: mokre plaśnięcie + ktoś charczy „jeszcze raz tato proooszęęęę” i bit urywa się w agonii
Wjeżdża wujek Marek, ten co zawsze śmierdzi olejem i bimberkiem
Zdejmuje spodnie od dresu – kutas jak palnik do cięcia blachy
„Gdzie moja kolej, pedały małe, dziadek jeszcze nie skończył!”
Wpycha mi w dupę trzy palce naraz, potem całego chuja z przytupem
Kamil na stole, nogi w górze, sraczka otwarta jak brama do piekła
Ojciec go rżnie jak kombajn w zbożu, a syn krzyczy: „Tato, rozjeb mi kiszki!”
Bartek ssie dziadka, ten charczy „mocniej wnuku, aż jaja mi pękną”
Sperma leci strumieniami – mamy tu już jebaną fontannę grecką
Maciek łyka trojaczek: kutas taty, wujka i dziadka w jednym gardle
Dno gardła rozjebane, śluz spływa po brodzie jak zgęstniały kisiel
Ktoś wrzeszczy „wszyscy w dupę jednemu!”, więc robimy kolejkę
Cała chata śmierdzi spermą, potem i starym gównem – orgazm narodowy
bit się zacina, ktoś charczy przez mikrofon
„jeszcze raz… wszyscy… w dupę… tatusiowi… kurwa mać…”