Kiedyś usłyszałam słowa- "nie jesteś kontenerem na czyjeś frustracje"
Jakże ze mną doskonale zarezonowały
Bo frustracje kogoś wciąż do mnie trafiały
Znosiłam je ze spokojem łykałam każdą obelgę
Lecz wszystko jest do czasu, w końcu zakończyłam tę mękę
Zakończyłam mękę
Chyba mi się już przelało
Tak zwyczajnie któregoś dnia
Tych rzygów zbyt dużo się zebrało
Coś we mnie w końcu pękło poleciała nawet łza
To był dopiero początek, postawienia ostatecznych granic
Bo ile można czuć, że ktoś ma ciebie za nic?
Choć ciężko było przez chwilę, potem tempo przyspieszyło nagle
Niebo się chmurami okryło a ja rozwinęłam żagle
Początek był trochę trudny, sztorm na morzu panował
Lecz statek mój zwycięzki mendę do kontenera sam wpakował
Taplał się w tym kontenerze wrzucony do szalejącego morza
A we mnie na ten widok zabłysła w oczach zorza
Zabłysła w oczach zorza
Tak wiem, powinnam współczuć koło ratunkowe rzucić
Kurs zmienić mimo sztormu i po kontener wrócić
Faktycznie przez chwilę chciałam , serce do łaski się porwało
Lecz nagle sobie przypomniałam ile noży mu się dostało
Niech płynie w tym kontenerze niech morze go gdzieś wyrzuci
Może na bezludnej wyspie spokoju nikomu już nie zakłóci
Nikomu nie zakłóci nie nie
człowiek potrafi być silny - baty na siebie przyjmuje
I Słucha jak ktoś w swoim szale ciągle go krytykuje
Lecz w końcu ma dosyć zwyczajnie siła zaczyna wzrastać
Spokój i uległość jego - to pułapka już za bardzo ciasna
I myśl przychodzi jedna, zrodzona nagle w umyśle
Ten ktoś to zwykła menda, zawsze działał z zimnym rozmysłem
Działał Z zimnym rozmysłem
Kontener się przesypał.śmieci nie ma gdzie zbierać
Frustrata nagle zbystrzał i wzięła go cholera
Bo opór poczuł właśnie ktoś nie chciał być ofiarą
Frustracje do niego wróciły- stały się jego własną karą
Bo gdy ktoś komuś zabiera ciągle spokój
Chcąc być władcą i panem tego świata
We własnym szale i amoku sam na siebie bat splata
Na siebie bat splata
A człowiek...
człowiek spojrzał spokojnie otrzepał dłonie z kurzu
Nie będzie mu żadna menda zakłócać radości i luzu
Cierpliwie znosił rozkazy krytykę i pretensje
Lecz to nie jego układy na pięcie odwrócił się mężnie
Bo jeśli nie powiesz - Dosyć- i granic nie postawisz
Dostawać będziesz ciosy ktoś tobą będzie się bawić
Możesz mieć serce gołębia miękkie i współczujące
Lecz jeśli spotka je menda -zdepcze je i zabierze mu słońce
Zabierze mu słońce
człowiek potrafi być silny - baty na siebie przyjmuje
I Słucha jak ktoś w swoim szale ciągle go krytykuje
Lecz w końcu ma dosyć zwyczajnie siła zaczyna wzrastać
Spokój i uległość jego - to pułapka już za bardzo ciasna
I myśl przychodzi jedna, zrodzona nagle w umyśle
Ten ktoś to zwykła menda, zawsze działał z zimnym rozmysłem
Działał Z zimnym rozmysłem
Z zimnym rozmysłem