Jest tak gorąco Żar z nieba leci
Słońce za mocno
Za mocno dziś świeci
Poci się skóra Leje się ogień
Błędnik i serce biją na trwogę
Patrzę przez okno sahare widzę
I wcale teraz sobie nie szydzę
Bo wdech powietrza w piekielnym upale
Pustynną afryką wciąż mi się zdaje
Wciąż się zdaje
Chciałam wyjść na dwór
Przejść się po chodniku
Lecz asfalt czuję Czuję na języku
Mogłabym nim obłożyć sobie teraz ściany
Jest taki lepki z ogniem pomieszany
Z ogniem pomieszany
Lecz chyba nie jest to dobry pomysł
Nie chcę mieć w domu gorącej smoły
Nie nie nie chcę
Wcale nie śmieszne są te upały
Nie tylko mi będą teraz doskwierały
Człowiek się męczy męczy i dręczy
szuka w niebie burzy i po burzy tęczy
Lecz zamiast niej sahara panuje
A w głowie karuzela karuzela wibruje
Karuzela wibruje
Chyba już dosyć tego gorąca
Niech przyjdzie burza
Schowa promienie słońca
Patelnia na dworze jak jasna cholera
Temperatura rośnie Wcale się nie zmienia
Nie nie nie zmienia
Może by tak zacząć Kręcić kręcić lody
Może one przyniosą ciału trochę ochłody
Może i zanurzyć w nich całego siebie
Może wtedy poczuję się
Poczuję się... jak w zimnym niebie
Jak w zimnym niebie
Myślę o piekle w nim chłodniej teraz
Wiem o tym bo byłam kiedyś i nieraz
Może i warto zejść tam na chwilę
Wszak Przeszłam przez piekło i ciągle żyję
Choć ktoś pomyśli że żar taki sam
Lecz to nieprawda i iluzyjny kłam
Bo kiedy boso tak sobie chodziłam
W piekielnej otchłani nogi schłodziłam
Nogi schłodziłam
Teraz tylko patrzę błędnym spojrzeniem
Czuję że upałów tych wcale nie zmienię
Oczy za mgłą zaczęły widzieć
Chyba tego żaru nie mogły przewidzieć
Poci się skóra męczy się człowiek
A w wyobraźni lód na szybie skrobie
Lepiej by było gdyby język przywarł do lodu
Poczułby choć trochę tego zimowego chłodu
Tego zimowego chłodu
Jest za gorąco Słońce zwariowało
Miało dać ciepło Upały przysłało
Żar z nieba leci leci z nieba żar
Zamiast deszczu chłodnego
Upał pełen dram- pełen dram
Tak wiem mamy lato pogoda się zrobiła
Lecz żadna chmura nieba nie zakryła
Pogoda chyba dziś dziś zwariowała
Chyba jakaś burza w końcu by się zdała
I kropla deszczu choćby kropla mała
Co ciało spocone szybko by skąpała
I wiatr mógłby zawiać potargać włosy
Bo są jak siano i suche jego kłosy
Suche jego kłosy
Chyba już dosyć tego gorąca
Niech przyjdzie burza
Schowa promienie słońca
Patelnia na dworze jak jasna cholera
Temperatura rośnie Wcale się nie zmienia
Nie nie nie zmienia
Może by tak zacząć Kręcić kręcić lody
Może one przyniosą ciału trochę ochłody
Może i zanurzyć w nich całego siebie
Może wtedy poczuję się
Poczuję się... jak w zimnym niebie
Jak w zimnym niebie