Jeśli nie jestem dla siebie lekarzem
czy inny będzie wiedział co mi jest
Czy uleczy mą podświadomość
Mej duszy niepokoju wieczny kres?
Jeśli nie mam ciszy nocy w sobie
Chaos i burza wciąż w niej panuje
To czy ktoś inny mnie wyleczy
Ciszę w słońca promieniu podaruje?
Skoro ma dusza teraz krzyczy
Skoro sama jej wcale nie czuję
Nie nie nie
Sama jej nie czuję
Nie czuję
Nie nie nie
Nie czuję
Jak może ktoś inny ją uciszyć
Dowiedzieć się jak się czuję
Jeśli wzbraniam się przed sobą
We własnym chaosie dom buduję
No jak no jak no jak
Jeśli nic nie czuję
Nie nie nie
Nie czuję
Nic nie czuję
Czy moje rany spokojnie się goją
Jeśli podsycam podsycam je znowu
Nie - nie mogą i nie będą
Choć ich nie czuję
Nadal są ze mną nadal nadal
Nadal są ze mną ciągle są ze mną
I Będą - póki nie poczuję ich znowu
Póki ich nie poczuję Nie poczuję ich znowu
Bo wiatry duszy gdy są porywiste
Jak fale sztormu wzburzonego oceanu
Będą wśród mgieł mgliste i dotkliwe
Nie przynosząc ukojenia chorej duszy stanu
Bo gdy burza będzie targała myślami
Chcąc jej zadać niepokój tak znany
Zaprowadzi ponownie podświadomość
Gdzieś w dal krętymi nieznanymi Ścieżkami
Tam nie znajdziesz życia cudotwórcy
Ni też innego znanego uzdrowiciela
Tam czeka na ciebie kolejna skaza duszy
Kolejne zadane tobie bóle i cierpienia
Kolejne kolejne
Kolejne bóle i cierpienia
Lecz jeśli popłynę na spokojne głębiny
Gdzieś gdzie Odnajdę ten ląd oazę moją
Nie będę czuła bólu i duszy mej winy
Rany podświadomości w końcu się wygoją
Bo gdy dotykasz żródła swego istnienia
Gdy w sobie poszukujesz własnego zrozumienia
Ni żaden wulkan ni też lawa jego
Nie może zadać bólu dawnego
Nie może zadać bólu
Nie nie nie
Nie może zadać bólu dawnego
Nie może
Nie nie nie
Nie może
Bo
Czym jest człowiek bez spokoju ducha
Marionetką która siebie nie słucha?
Czy duszą która tej nocy jest głucha
Nie chcąca zmiany bojąca się ruszać
Bo gdy poczuła te dawne rany
W słowach tak mocno jej zadanych
To zbudowała dom swój pusty na nich
Tak obcy dla innych i tak obcy dla niej
Tak obcy dla niej
Obcy obcy dla niej
Lecz
Lecz jeśli zburzy nietrwałe fundamenty
By zacząć omijać swego mroku zakręty
Odnajdzie spokój tak kiedyś niepojęty
Tak kiedyś jej nieznany obcy omijany
Lecz teraz z ciszą jej duszy ukochany
Jej duszy
Jej jej
Jej duszy ukochany
Spokój ukochany
Bo kiedy serce znów wyraźnie słyszy
Droga otwiera zamkniętą mu bramę
By poczuł to co było kiedyś nieznane
By się zatrzymał i doznał spełnienia
Sensu swojego własnego istnienia
Sensu własnego istnienia
Własnego istnienia
I nie będzie już bólu i lęku
Nie będzie dawnych podszeptów
Nie nie nie
Nie będzie nie nie nie
Lekarstwem stanie się zrozumienie
Ujrzenie prawdy dające uzdrowienie
Ujrzenie prawdy
Prawdy dającej uzdrowienie
Dającej uzdrowienie
Uzdrowienie
Uzdrowienie