Widziałem te szczyty. Byłem też na samym dnie studni.
Tam, gdzie nadzieja gaśnie i rozum się brudzi.
Te wszystkie ordery, ten hałas, te brawa...
To tylko tanie dekoracje, kiedy kończy się zabawa.
Dziś patrzę w lustro. Widzę mapę tych zdarzeń.
I wiem, że nie warto biec za każdym pieprzonym mirażem.
Bo kiedy gasną światła i zostajesz sam ze sobą,
Musisz mieć pewność, że idziesz właściwą drogą.
Ten świat drze mordę, a ja szukam już tylko ciszy.
Gdzieś między żebrami, tam gdzie nikt inny nie słyszy.
Człowiek po przejściach wie, co jest tu najważniejsze.
Ten spokój w sercu... Przy Tobie był najpiękniejszy.
Dlatego tęsknię.
Prawdziwa wojna toczy się tutaj, pod czaszką.
Kiedy w nocy zasypiasz i zdejmujesz tę maskę.
Mam blizny na duszy. Nie na pokaz, dla siebie.
I wiem, że spokój ducha to jedyny kawałek nieba.
To jest waluta twardsza niż złoto i diamenty.
Szczególnie gdy świat dookoła jest tak cholernie pokręcony.
Nie szukam już wrażeń, wyrosłem z tej gonitwy.
Szukam miejsca, gdzie mogę schować te stare brzytwy.
Ten świat drze mordę, a ja szukam już tylko ciszy.
Gdzieś między żebrami, tam gdzie nikt inny nie słyszy.
Człowiek po przejściach wie, co jest tu najważniejsze.
Ten spokój w sercu... Przy Tobie był najpiękniejszy.
Dlatego tęsknię.
I właśnie dlatego każda noc ma dziś Twoje imię.
Choć czas zaciera ślady i wszystko w końcu przeminie.
Byłaś tą jedyną. Moją prywatną przystanią.
Przy Tobie ten cały chaos... przestawał być otchłanią.
Świat na moment milkł. Cichły te obce głosy.
Tęsknię za tym spokojem, który miałaś w oczach.
To była ta prawda, której dzisiaj mi brakuje.
Siedzę w ciszy i tylko ten brak... autentycznie czuję.