Patrzysz na mnie tak, jakbyś czytał nocne niebo,
jakby każda myśl miała swój własny blask
i prowadziła nas tam, gdzie nawet słowa wstydzą się wyjść.
Między oddechami krąży to, czego nie mówimy,
a jednak czuję, jak dotykasz mnie ciszą,
która potrafi rozbroić każdy mur.
Bo z tobą noc jest jak ciepły mrok,
w którym można się zgubić i znaleźć jednocześnie.
Gdy mnie wołasz, cały świat zwalnia,
jakby zostaliśmy tylko my i drżący puls pod skórą.
Intymność jak płomień świecy —
krucha, a jednak silniejsza niż strach.
Twoje dłonie przesuwają się po mnie jak wspomnienie,
które wraca o wiele częściej, niż chcę przyznać.
Zatrzymujesz mnie jednym spojrzeniem,
tym, które rozbraja każde „może” i każde „później”.
I nagle wszystko znowu jest proste,
jakbyśmy umieli mówić tylko prawdą
i tylko szeptem.
Bo z tobą noc jest jak ciepły mrok,
w którym można się zgubić i znaleźć jednocześnie.
Gdy mnie wołasz, cały świat zwalnia,
jakby zostaliśmy tylko my i drżący puls pod skórą.
Intymność jak płomień świecy —
krucha, a jednak silniejsza niż strach.