Pomiędzy czernią a bielą
Dniami zastygłymi w szarości
Mgła zasłania kolory
Czerwone tchnienie miłości
Chyba to przez nocy ciszę
W nią krzyk się jedynie wkrada
Jakby chciał zabrać szarość
Gdy czerń robi się zbyt blada
Zbyt blada
Lecz echo ginie w przestrzeni
Topnieje w czerni i bieli
W tej samotności cichej
Bladej z tęsknoty czerwieni
Może krzyk jeden pozwoli
Tchnieniu narodzić się w nocy
i może biel ją wyzwoli
by czerwień wpleść do warkoczy
Bo choćby noc była głucha
Tak pomiędzy czernią i bielą
miłość ją ciągle tak ciągle słucha
Stęskniona za swoją...swoją czerwienią
Swoją czerwienią
Pomiędzy nocą a dniem
Słońcem i blaskiem księżyca
Jest jeden ten jeden sen
Tchnienia miłości tajemnica
Choć czerń przykryła jej tchnienie
Tę głębię i jej nocy spełnienie
Ona nie umiera z głuchą ciszą
Ni nie odchodzi z krzykiem marzenie
Sny nocy nadal tak nadal ją słyszą
Są jej czerwieni tchnienia ukojeniem
Ukojeniem
Tak po prostu i pomiędzy
Ciągle jest i ciągle trwa
Zapętlona w czerni więzy
Tchnienia nocy jedna łza
Może wiatr ją wytrzeć zdoła
By obudzić czerwieni tchnienie
Może zmiecie krople z czoła
Dając sercu ...dając mu ukojenie
Bo gdy cisza w krzyk się splata
Noc już nie jest ciszą zwykłą
Szarość twarzy jest zbyt blada
Szepty i tchnienia z nią wraz milkną...
Bo choć czerń z bielą nadal się splata
I mgła z szarością sen jeden wykrada
Zawsze istnieje to pomiędzy i gdzieś
Gdzie noc jest blada i blada wciąż jest
Bo echo ginie w przestrzeni Topnieje w czerni i bieli
W tej samotności cichej Bladej z tęsknoty czerwieni
Może krzyk jeden pozwoli Tchnieniu narodzić się w nocy
i może biel ją wyzwoli by czerwień wpleść do warkoczy
Bo choćby noc była głucha Tak pomiędzy czernią i bielą
miłość ją ciągle tak ciągle ją słucha
Stęskniona za swoją...za swoją czerwienią
Za swoją czerwienią
Może gdy cisza odejdzie wraz z nią odejdzie też mgła
Czerń i szarość tej nocy Nie będzie na czerwień już zła
I może to nie łzy Lecz kwiaty wyrosną na rzęsach
By czerwień znów nie zginęła W szarości mgły udrękach
Bo choć nie słychać krzyków i nie czuć dotyku szarości
Czerwień nie będzie znikać w kolejnym tchnieniu miłości
Tak po prostu i pomiędzy Ciągle jest i ciągle trwa
Zapętlona w czerni więzy Tchnienia nocy jedna łza
Może wiatr ją wytrzeć zdoła By obudzić czerwieni tchnienie
Może zmiecie krople z czoła Dając sercu ...dając ukojenie
Bo gdy cisza w krzyk się splata
Noc już nie jest ciszą zwykłą
Szarość twarzy jest zbyt blada
Szepty i krzyki wraz z nią milkną...
Może gdy cisza odejdzie wraz z nią odejdzie też mgła
Czerń i szarość tej nocy Nie będzie na czerwień już zła
I może to nie łzy Lecz kwiaty wyrosną na rzęsach
By czerwień znów nie zginęła W szarości mgły udrękach