[Intro]
Patrzę na Ciebie...
Maluje Twój portret...
To czego Ci brak...
Moimi oczami...
[Verse1]
Dotykasz przypadkiem i czuję...
jak kotwica mnie utrzymujesz.
Dla innych uwagę próbujesz przyciągnąć,
a mi jednym gestem nie dajesz zatonąć.
Zaczynasz mówić i czuję...
Jak głos Twój ze mną rezonuje.
Mogłabyś nawet mi mowić alfabet,
a ciepłym brzmieniem utrzymać uwagę.
Rzucam celne zdanie i czuję...
jak spojrzenie z uśmiechem wstrzymujesz.
Dla innych to wzrok, co nic nie poruszy,
dla mnie to piękne zwierciadła Twej duszy.
[Chorus]
Ja patrzę na Ciebie...
W myślach maluje Twój portret.
Z okruchów słów, gestów niewielkich,
Z tego co inni dziś biorą za pewnik.
Ja patrzę na Ciebie...
Widzę to, czego Ci brakuje.
Tego, co Tobie tak bardzo nieznane,
spojrzenia na siebie moimi oczami.
[Verse 2]
Wystarczy twój uśmiech i wiem...
to musi być przepiękny sen.
Najlepszy makijaż jaki możesz nałożyć,
natura robi już resztę roboty.
Wyglądasz obłędnie i wiem...
upiększasz mi najgorszy dzień.
Kontrast, co w oczy pozytywnie kole,
czerń ubrań i blond to zmysłowy duet.
Zmieniasz fryzurę i wiem...
że będę jak ryba rzucona na brzeg.
Gdy proste na ramionach leżą swobodnie,
nie wiesz jak łatwo odbierasz mi oddech.
[Chorus]
Ja patrzę na Ciebie...
W myślach maluje Twój portret.
Z okruchów słów, gestów niewielkich,
Z tego co inni dziś biorą za pewnik.
Ja patrzę na Ciebie...
Widzę to, czego Ci brakuje.
Tego, co Tobie tak bardzo nieznane,
spojrzenia na siebie moimi oczami.
[Chorus]
Ja patrzę na Ciebie...
W myślach maluje Twój portret.
Z okruchów słów, gestów niewielkich,
Z tego co inni dziś biorą za pewnik.
Ja patrzę na Ciebie...
Widzę to, czego Ci brakuje.
Tego, co Tobie tak bardzo nieznane,
spojrzenia na siebie moimi oczami.
[Outro]
Ja patrzę na Ciebie...
Nigdy nie wezmę za pewnik...
Cudowna w każdym calu...
Patrzeć będę wciąż wierz mi...