[Zwrotka 1]
Spadam w dół bez asekuracji, beton zna mój ciężar,
Muł na butach, stare sprawy — nie chcą zdechnąć, wiesz jak.
Myśli twarde jak kamienie, każdy ciągnie na dno,
Serce zamurowane strachem, nie chce bić — chce zniknąć.
Ciemność zna mój adres, wali nocą w drzwi,
Łatwo przepaść, gdy nie wiesz, kim naprawdę jesteś ty.
Ale słyszę cichy głos, jakby z drugiej strony ścian:
„Jeszcze stoisz na nogach, to jeszcze nie jest plan”.
[Refren]
Bo w sercu tlę się jeszcze — mały żar pod gruzem dni,
Mówi: „wróć do siebie, nawet gdy nikt nie wierzy w ciebie dziś”.
Uczę się oddychać znowu, choć ten ciężar gniecie mnie,
Życie leci przez palce jak dym, jak sen.
[Zwrotka 2]
Każdy dzień to walka bez nagród i braw,
Stawką jutro — czy się podniosę, czy polegnę sam.
Na osiedlu echo krzyczy: „zapomnij, weź łyk”,
A ja wiem, ile razy prawie przegrałem z tym.
Mówię „nie”, chociaż ręce drżą, jakby chciały wrócić,
Bo znam ten film — początek łatwy, finał to bruk i smród ulicy.
Lustro nie kłamie, widzę blizny i wstyd,
Ale dalej tu stoję — to mój cichy krzyk.
[Refren]
Bo w sercu tlę się jeszcze — mały żar pod gruzem dni,
Mówi: „wróć do siebie, nawet gdy nikt nie wierzy w ciebie dziś”.
Uczę się oddychać znowu, choć ten ciężar gniecie mnie,
Życie leci przez palce jak dym, jak sen.
[Zwrotka 3]
Gubię się w bani częściej niż w mieście nocą,
Szukam wyjścia, a myśli prowadzą w kółko.
Wstaję, choć sens bywa cienki jak linia po kluczu,
Może po to, by przeżyć, nie po to, by być na plusie.
Dno to nie miejsce — to stan, który znasz aż za dobrze,
Ale nawet po nim można iść, krok po kroku, ostrożnie.
Jak jutro znów runę, to wstanę szybciej niż wczoraj,
Bo znam już ten ból — i wiem, że nie jest mój pan.
[Refren]
Bo w sercu tlę się jeszcze — mały żar pod gruzem dni,
Mówi: „wróć do siebie, nawet gdy nikt nie wierzy w ciebie dziś”.
Uczę się oddychać znowu, choć ten ciężar gniecie mnie,
Życie leci przez palce jak dym, jak sen.
[Zwrotka 4 – najmocniejsza]
To nie jest rap o marzeniach, to raport z dna klatki,
Gdzie cisza boli bardziej niż krzyk i dragi.
Widziałem jak ziomki gasną, dzień po dniu, bez słów,
Najpierw śmiech, potem brak twarzy, brak snów.
Nie mam recepty na życie, mam tylko wybór co dzień:
Albo walczyć o siebie, albo znów zniknąć w oparach.
Jak padnę — to wstanę, bo nauczył mnie ból,
Że siła to nie brak ran, tylko powrót mimo nich tu.
[Refren – outro]
Bo w sercu tlę się jeszcze — mały żar pod gruzem dni,
Szepcze: „dasz radę, nawet jeśli idziesz sam pod wiatr i dym”.
Składam siebie z poranków po nocach bez dna,
Życie jak dym…
Ale dziś jeszcze tu trwam.