Flamenco z Barcelony
A jeśli te domy , w uliczkach z kolorów .
Nie śmieją się do nas spaceru wezbraniem .
Powieki ich okien zamknięte przed słońcem .
Nocami w gwiazd deszczem mrugają przestrzeni .
Literą imiona gwiazdy piszą z mocą .
Tuż nad Barceloną spadają w głąb morza .
By jako syreny z nogami po lądzie .
Wędrować do domów dla tej pajdy chleba .
Pa amb tomàquet ; z oliwą , i czosnkiem .
Co rano już znika ? Li tylko w śniadaniu .
Catalonia wie że chochlik tu usiadł .
I obrzartuch skubnie pomidor czerwony .
Są i takie czary płetwę zmienią w nogi .
Na czas kótki tylko , w wilgoci na słońcu .
Cataloni miasta z fontannami w szachach .
Grę prowadzą wieczną w nimfami wodnymi .
Okiennica duszą z chałup , cicho śpiewa w wieczór .
Głos daleki z morza , dna szukać z czerwienią .
Tylko jest pomidor w kolorze od słońca .
Dodają go ludzie do tej pajdy chleba .
Pa amb tomàquet ; z oliwą , i czosnkiem .
Co rano już znika ? Li tylko w śniadaniu .
Catalonia wie że chochlik tu usiadł .
I obrzartuch skubnie pomidor czerwony .
Catalonia z gwiazdy ! Ląd kwiatów w pamięci .
Na gitarze w strumyk stopy chłodzi bose .
Co by do flamenco , tańczyły jak zrosy ?
Niosły w prestrzeń echo , głos syreni miasta Barcelony .
Czerwony kruj sukni wiatr , dotyka liściem osusza wirójąc .
Flamenco na nici pajęczej , stąpa nie tykając kłosa .
Z przenicy przynętę od i z pajdy chleba .
Na rybim ogonie potrafi wirować unikając potu .
Pa amb tomàquet ; z oliwą , i czosnkiem !
Co rano już znika? Li tylko w śniadaniu .
Catalonia wie że chochlik tu usiadł .
I obrzartuch skubnie pomidor czerwony .
Stanisław Kowalski