Werbalny wyciek farb , o myśl przebiegła .
Droga z fasadą kart , a blef określeń .
Nie noś mnie w nicość podatności .
Chciałem być nie tylko w obecności .
Bez zastanowienia nie ostrze cię zabije .
Słowo nawet nie kluczowe w obiektywie .
Stop ? Zasadzie dać odpowiedź z ręki .
Złóż pięść i walnij , strach pęknie .
Na kluzie ślad liny po zerwaniu .
Na kluzie łańcuch ogniwa zakuć .
Zmęczona materiału ludzka siła trwania .
Błache ogniki gasną płomienia atomu .
Gdzie będzie twoja łza niebem .
Co powie brata krzyk trwogi .
Ten mały knot uczuć nurtu .
Zostawiasz pustkę i pytań kamlot .
Trzewiki trzeba założyć na stopę .
Stopa po ziemi zaczyna błądzić .
Lawiruje na zmianę z morzem .
Choryzont oczu i kram wyobrażeń .
Na kluzie ślad liny po zerwaniu .
Na kluzie łańcuch ogniwa zakuć.
Zmęczona materiału ludzka siła trwania. Błache ogniki gasną płomienia atomu .
Daj sobie czas zegara cenę .
Jeszcze są litery nie napisane .
Grot góry kaplic wiara oka .
I inne zmysły , labirynt dotarć .
A na przedbiegach prostota łzy .
Po licu spływa , magią ślnień .
Słonawy posmak trofeum z szkła .
Rozbić a serca dno ankra .
Na kluzie ślad liny po zerwaniu.
Na kluzie łańcuch ogniwa zakuć.
Zmęczona materiału ludzka siła trwania .
Błache ogniki gasną płomienia atomu .
Stanisław Kowalski