Budzi mnie znowu zimny pot, a głowa krzyczy „wróć”, W ścianach słyszę echo dawnych krzyków moich błędów. Narkotyk wołał jak wybawca, a stał się moim katem, Wysysał ze mnie światło, aż nie zostało ze mnie nic.
Ludzie mijają mnie na ulicach — każdy z maską, każdy z rolą, W oczach nie ma serca, tylko głód by błyszczeć więcej. Tu sława to waluta, a człowiek wartością złomu, A jak nie masz nic do sprzedaży — nie istniejesz.
[Refren] W świecie, gdzie hajs zastąpił honor, A sława przykryła to, co miało wartość, Ja tonąłem sam, zagubiony jak cień, A przyjaźń i wiara znikły gdzieś po drodze. Wychodzę z nałogu, choć wszystko mnie boli, Bo jeśli tu nie ma miłości — chcę ją odnaleźć w sobie.
Patrzę na znajomych, co sprzedali dusze za lajki, Gonią za światłem błysków, choć pali ich od środka. Kiedyś wierzyłem w ludzi, w lojalność, w słowa, A dziś widzę tylko puste ruchy i szkło na ich twarzach.
Trzyma mnie na kruchych nogach jedna myśl — „to nie koniec”, Choć demony ciągną w dół, jakby chciały mnie odzyskać. Stawiam krok po kroku, czując smak brudu na języku, Ale wolność pachnie mocniej niż wszystkie iluzje, które miałem.
W świecie, gdzie hajs zastąpił honor, A sława przykryła to, co miało wartość, Ja tonąłem sam, zagubiony jak cień, A przyjaźń i wiara znikły gdzieś po drodze. Wychodzę z nałogu, choć wszystko mnie boli, Bo jeśli tu nie ma miłości — chcę ją odnaleźć w sobie.
Może kiedyś odnajdę ludzi, którzy widzą dalej, Co nie patrzą przez pryzmat sumy, tylko przez pryzmat serc. Może jeszcze wróci honor, wrócą słowa, które ważą, Może w końcu uwierzę w siebie, zanim świat mnie dogoni.
W świecie, gdzie hajs zastąpił honor, A sława przykryła to, co było prawdą, Przebiłem się przez mgłę, przez swoje własne dno — I pierwszy raz od dawna czuję, że jeszcze mogę żyć. Wychodzę z nałogu… krok po kroku, dzień po dniu.