Znów grudzień spada jak śnieg na rzęsy, Ulice świecą, a ja w środku coraz cięższy. W oknach blask, a w sercu stare klisze, Historie, co przemijają, choć tak bardzo ich się trzymasz. Za szybą ludzie biegną z prezentami jak marzeniami, A ja stoję – jakby czas grał ze mną w swoje granie. Świąteczny gwar zagłusza moje myśli, Lecz nocą każdy z nas jest trochę bardziej cichy.
A światła w ciemności znów prowadzą mnie, Choć czas ucieka nam jak piasek przez ręce. I nawet jeśli serce pęka, wiem — Że życie to kolęda o początku i o końcu też. Hej! Niech gra gitara, niech leci ten dźwięk, Bo w święta każdy z nas szuka drogi przez deszcz.
Zegar tyka, zbiera chwile, których nie chcę stracić, Świąteczne dni przypominają, co naprawdę znaczy Zatrzymać się na chwilę, oddech złapać w pół, Wśród zamieci wspomnień, gdy znikają ludzie stół po stole znów. A mimo to gdzieś tam nadzieja cicho mruga, Jak gwiazda, która świeci, gdy za bardzo boli duma. Melancholia miesza się z zapachem mandarynek, I wciąż próbuję znaleźć sens w tej prószącej godzinie.
A światła w ciemności znów prowadzą mnie, Choć czas ucieka nam jak piasek przez ręce. I nawet jeśli serce pęka, wiem — Że życie to kolęda o początku i o końcu też. Hej! Niech gra gitara, niech leci ten dźwięk, Bo w święta każdy z nas szuka drogi przez deszcz.
I choć mijamy jak cienie, Wciąż mamy w sobie płomienie, Co grzeją w ten zimowy czas… Zanim zgaśnie ostatnia z gwiazd.
A światła w ciemności prowadzą wciąż, Choć echo lat minionych głośniej brzmi co noc. I wiem, że nawet kiedy kończy się coś — To może właśnie wtedy zaczyna się coś.