[Zwrotka 1]
Trzy miesiące czysty, każdy dzień to mój bój, Nie było łatwo wstać, gdy krzyczał stary głód. Zostawiłem za sobą syf, fałszywych braci tłum, Dziś wiem, kto był tu dla mnie, gdy walił się grunt.
Nie gadam bajek, to nie film ani sen, Pot, nerwy, bezsenność – a mimo to szedłem wprzód, wiem. Patrzyłem w lustro, widziałem strach w oczach, Ale już nie uciekam – stoję twardo na nogach.
[Refren]
Trzy miesiące abstynencji – to mój pierwszy krok, Z gówna na powierzchnię, na światło, na nowy los. A wy byliście obok, jak rodzina bez krwi, Do końca życia wdzięczny, za to, że jesteście mi.
[Zwrotka 2]
Nie zwątpili ani razu, choć byłem wrakiem, Gdy wszystko mnie drażniło, a cisza była krzykiem. Akceptowali humory, te ciężkie dni, Gdy sam siebie nie znosiłem — a wy znosiliście mnie.
Nie pytali „czemu znowu”, tylko „jak pomóc dziś”, Prawdziwi przyjaciele, nie sezonowy chwyt. Gdy świat się odwracał, wy staliście frontem, Za takich ludzi oddaje się serce i honor.
[Refren]
Trzy miesiące abstynencji – to mój pierwszy krok, Z gówna na powierzchnię, na światło, na nowy los. A wy byliście obok, jak rodzina bez krwi, Do końca życia wdzięczny, za to, że jesteście mi.
[Zwrotka 3]
To jeszcze nie meta, ale już nie dno, Każdy czysty poranek to wygrana, bro. Uczę się żyć od nowa, bez chemii w tle, Z waszą wiarą za plecami nie boję się już nic.
Jeśli kiedyś upadnę — wiem, że nie sam, Bo mam obok ludzi, nie puste deklaracje i spam. Ta wdzięczność zostaje, wyryta jak tatuaż, Na sercu, na zawsze — to mój życiowy rap.
[Outro]
Dla tych, co zostali… Dla tych, co nie zwątpili… Trzy miesiące czysty — i idę dalej.