[Style: Slow Dark Rap / Phonk]
[Tempo: Ultra Slow]
[Voice: Deep Male, Raspy, Serious]
[Intro]
Wracam...
Słyszysz to?
[Verse 1]
Zwalniam tętno, świat zapierdala jak pojebany
A ja stoję w miejscu, burząc te jebane ściany
Odcinam powiadomienia, fałszywe uśmiechy i plastik
To wszystko gówno warte, same wydmuszki i maski
Mówią mi "biegnij", a ja wolę iść powoli
Patrzeć jak ten cyfrowy syf was powoli boli
Wyrzucam balast, zostawiam to co sztuczne w tyle
Liczy się tylko prawda, a nie to, ile masz na bile
Wracam do źródła, tam gdzie woda jest czysta
To mój manifest, kurwa, moja lista osobista.
[Chorus]
Wszystko wraca, karma to nie dziwka, to lustro
Spojrzysz w nie szczerze, czy zobaczysz w nim pusto?
Wracam do korzeni, do miłości bez ceny
Jebać fałsz, zrywam te cholerne sceny
Co dałeś światu, to do ciebie przyjdzie
Pamiętaj o tym, zanim słońce wzejdzie.
[Verse 2]
Miłość do bliźniego to nie lajki pod zdjęciem
To podanie ręki, gdy ktoś jest na zakręcie
Ale nie dla kurew, co chcą cię wydoić z energii
Dla nich mam chłód i puste spojrzenie bez fonii
Szacunek dla ludzi, co mają kręgosłup ze stali
A nie dla chorągiewek, co się przy wietrze złamali
Widzę ich strach, gdy zdejmuję pancerz pozorów
To powrót do bazy, koniec jebanych wyborów
Miedzy mniejszym a większym złem, wybieram dobro
Choćbyś miał mnie za chama, ja idę z podniesioną głową.
[Chorus]
Wszystko wraca, karma to nie dziwka, to lustro
Spojrzysz w nie szczerze, czy zobaczysz w nim pusto?
Wracam do korzeni, do miłości bez ceny
Jebać fałsz, zrywam te cholerne sceny
Co dałeś światu, to do ciebie przyjdzie
Pamiętaj o tym, zanim słońce wzejdzie.
[Verse 3]
Odwrotne basy mielą trzewia jak stare winy
Rozliczam się z sobą, nie szukam u innych przyczyny
To jest ten moment, reset systemu, twardy dysk
Zmywam z siebie ten miejski, toksyczny pysk
Jeśli byłeś w porządku, to śpij spokojnie, bracie
Jeśli siałeś wiatr, to burzę masz na chacie
Prosta matematyka, żadna wielka filozofia
Wracam do źródła, to moja, kurwa, utopia
Czyste serce, brudne ręce od ciężkiej pracy
Tak to wygląda, gdy kończą się kłamstwa na tacy.
[Chorus]
Wszystko wraca, karma to nie dziwka, to lustro
Spojrzysz w nie szczerze, czy zobaczysz w nim pusto?
Wracam do korzeni, do miłości bez ceny
Jebać fałsz, zrywam te cholerne sceny
Co dałeś światu, to do ciebie przyjdzie
Pamiętaj o tym, zanim słońce wzejdzie.
[Outro]
Do źródła.
Koniec.