[Style: Introspective Rap]
[Tempo: Slow & Steady]
[Vocal: Deep, Serious, Low Pitch]
[Intro]
[Pojedyncze uderzenia pianina, echo kroków]
[Głęboki głos, blisko mikrofonu]
Odwracasz wzrok?
Nie szkodzi. On i tak tam stoi.
[Verse 1]
Stoisz przed lustrem, poprawiasz ten idealny uśmiech
Myślisz, że jak zamkniesz oczy, to on nagle uschnie?
To, co upychasz w piwnicy, te wszystkie brudne myśli
Wracają w nocy, gdy boisz się, że ci się przyśni
Twój własny cień, ten pasażer na gapę w twojej głowie
Co zrobisz, gdy przejmie stery i prawdę o tobie opowie?
Udajesz, że jesteś z pluszu, że nie masz w sobie zła
A on tam rośnie w siłę, czeka na finał i na dnie trwa
Ignorujesz go latami, pudrujesz swoje skazy
Myślisz, że to zniknie, jak wymażesz obrazy?
Błąd, mordo. To nie działa w ten sposób
Im bardziej go depczesz, tym więcej narobi ci osób... wrogów.
[Chorus]
[Miarowy beat, melodyjny ale mroczny refren]
Nie ignoruj cienia, bo cię kiedyś, bracie, pożre
Gdy myślisz, że panujesz nad wszystkim tak dobrze
On wyjdzie z ukrycia w najmniej odpowiedniej chwili
I spali te mosty, co żeście je budowali, mili
Podaj mu rękę, zaakceptuj ten mrok
Dopiero wtedy zrobisz prawdziwy krok.
[Verse 2]
Widziałem takich, co byli bilsi niż śnieg na stoku
A potem pękali nagle, gdzieś w bramie, w amoku
Bo cień tłamszony latami wybucha jak granat
Niszczy rodzinę, karierę, zostawia tylko dramat
To te żądze, zazdrość, gniew i chora ambicja
Myślisz, że ich nie masz? To kiepska definicja
Człowieczeństwa. Jesteś kompletny, gdy masz dwie strony
Jasną dla świata i ciemną, gdzie jesteś, kurwa, szalony
Ale sztuka w tym, by znać bestię po imieniu
Trzymać ją na smyczy, a nie w zapomnieniu
Bo gdy udajesz, że jej nie ma, ona przejmuje dom
I wtedy ty jesteś gościem, a panem jest on.
[Chorus]
[Miarowy beat, melodyjny ale mroczny refren]
Nie ignoruj cienia, bo cię kiedyś, bracie, pożre
Gdy myślisz, że panujesz nad wszystkim tak dobrze
On wyjdzie z ukrycia w najmniej odpowiedniej chwili
I spali te mosty, co żeście je budowali, mili
Podaj mu rękę, zaakceptuj ten mrok
Dopiero wtedy zrobisz prawdziwy krok.
[Verse 3]
Więc zgaś światło, usiądź sam ze sobą przy stole
Zapytaj tego drugiego: "No dobra, co cię, kurwa, kole?"
Może to duma? Może strach, że jesteś słaby?
Wyciągnij to na wierzch, zamiast szukać zabawy
W ucieczce, w wódzie, w kłamstwach i w pozerce
Dopiero praca z cieniem leczy ci serce
To nie jest coaching z Instagrama, to brudna robota
Grzebanie w syfie, aż zejdzie z ciebie pozłota
Ale gdy wstaniesz i otrzepiesz się z tego kurzu
Będziesz stał twardo, nawet w największym burzu
Bo wiesz kim jesteś. Całym sobą, a nie półproduktem
Życie bez cienia jest tylko żałosnym duktem.
[Outro]
[only bass stay]
Scal się.
Nie bój się ciemności.
To też ty.