[Verse 1]
Gdy świat był wielki, a ja taka mała,
ty byłaś wszystkim, co w świecie tym znałam.
Twoja dłoń zawsze trzymała bezpiecznie,
myślałam wtedy, że tak będzie wiecznie.
Latami patrzyłaś jak z wiekiem dojrzewam,
uczyłaś słyszeć co w duszy mi śpiewa.
Gdy upadałam, ścierałam kolana,
To w Twoich ramionach goiła się rana .
Otulałaś ciepłem każdy zimny dzień,
w upałach problemów mi byłaś jak cień.
Dzisiaj już wiem, choć czas szybko ucieka,
że od matki nie ma lepszego człowieka.
[Chorus]
Byłaś przy pierwszym oddechu, ja do ostatniego będę,
choć będzie wtedy ciężko to przez każde piekło przejdę.
Wzięłaś urodzenia akt i przyniosłaś mnie do domu,
ja do swego wrócę sama, w dłoni trzymając akt zgonu.
Ty wybrałaś pierwszy strój, ja wybiorę Ci ostatni,
bo nic nie jest silniejsze, niż miłość dziecka do matki.
[Verse 2]
Teraz patrzę w zmarszczki na ukochanej twarzy,
Widzę w nich ten trud, który ciężko wyobrazić.
Te lata zmartwień, opieki i łez,
o to co czeka mnie w przyszłości też.
Teraz jak Ty, ja Chcę chronić Ciebie,
chcę Ci choć w ułamku oddać ciepło, nadzieję.
Być Ci oparciem, jak jesteś nim Ty,
Gdy świat do okoła próbuje być zły.
Nie musisz się bać, gdy sił Ci brakuje,
zawsze będę obok to Ci obiecuje.
Choć tego nie mówię, wylewna nie jestem,
bezwarunkowo kocham Cię całym sercem.
[Chorus]
Byłaś przy pierwszym oddechu, ja do ostatniego będę,
choć będzie wtedy ciężko to przez każde piekło przejdę.
Wzięłaś urodzenia akt i przyniosłaś mnie do domu,
ja do swego wrócę sama, w dłoni trzymając akt zgonu.
Ty wybrałaś pierwszy strój, ja wybiorę Ci ostatni,
bo nic nie jest silniejsze, niż miłość dziecka do matki.
[Violin solo]
[Chorus]
Byłaś przy pierwszym oddechu, ja do ostatniego będę,
choć będzie wtedy ciężko to przez każde piekło przejdę.
Wzięłaś urodzenia akt i przyniosłaś mnie do domu,
ja do swego wrócę sama, w dłoni trzymając akt zgonu.
Ty wybrałaś pierwszy strój, ja wybiorę Ci ostatni,
bo nic nie jest silniejsze, niż miłość dziecka do matki.