(Zwrotka 1 – rap) Mówisz: „walcz o mnie”, ale czemu mam znów ginąć? Prawdziwa miłość nie jest wojną, nie ma w niej ruin. Twoje słowa jak granaty – niby ciepłe, potem zimą, Oczy puste jak ulice, gdy odlatują sny nad miasto dymu.
Chciałaś bohatera, który stanie w ogniu fałszu, Ale ja już wiem, że bitwy o złudzenia kończą się na dnach popiołu. Światła gasną w korytarzach, gdzie chowamy stare strachy, A ja nie będę więcej walczył — nie o kogoś, kto nie chce prawdy.
(Refren – rock, melodyjnie, mrocznie) Nie muszę walczyć, gdy miłość jest prawdziwa, Ona sama płonie, sama droga się odkrywa. A o fałszywą… nie warto, bo jest zimna jak skała, Niech spada w mrok, gdzie wszystko, co udawane — znika, znika dalej w dal.
(Zwrotka 2 – rap/rock mixed) Twoje usta obiecują wieczność, ale dłonie mówią „zniknij”, Masz serce z labiryntu, w którym każdy krok jest mylny. Nauczyłem się odchodzić, zanim wciągnie mnie głębina, Bo miłość nie jest wojną — jeśli jest, to już przegrana.
Z prawdziwą jest inaczej — milczy, ale w środku krzyczy, Nie trzyma na łańcuchu, tylko daje oddech, gdy się liczy. Nie muszę stawać w szeregu, by udowodnić, że coś czuję, Bo kto kocha szczerze, nie każe ci krwawić, żeby poczuć.
(Refren – rock) Nie muszę walczyć, gdy miłość jest prawdziwa, Ona sama płonie, sama droga się odkrywa. A o fałszywą… nie warto, bo jest zimna jak skała, Niech spada w mrok, gdzie wszystko, co udawane — znika, znika dalej w dal.
(Bridge – szept/niski wokal) Jeśli trzeba walczyć… to już nie jest miłość, To sygnał, że coś umarło w nas. Prawda nie potrzebuje krwi, tylko światła, A to, co fałszywe — niech zapada się w swój własny mrok.
(Final – rock) Nie muszę walczyć… Nie chcę walczyć… Bo serce nie jest polem bitwy. Prawdziwa stoi obok — i nie każe mi się bić z innymi.
A tamta druga? Już jej cień odpływa… I wreszcie mogę oddychać.