Ten rok mnie rozebrał do kości…
I w tej nagości w końcu zobaczyłem prawdę.
Nie chcę już nikogo udawać.
Nie chcę już niczego tłumić.
Teraz mówię tak, jak boli.
Patrzyłem zbyt długo przez brudne szkło cudzych słów, A oni mówili, że idą ze mną, choć każdy szedł w inną stronę. ten rokkopnął mnie w żebra, ale zrobił to jak mentor — Dał mi lekcję, nie głaskanie po ramionach.
Samotne spacery po mieście rozrywały mi płuca, Ale to właśnie tam usłyszałem, że nikt nie oddycha za mnie. Zrozumiałem, że głośne tłumy mogą brzmieć jak pustka, A ten jeden szczery człowiek waży więcej niż setka wygodnych.
Maski posypały się jak tanie szkło na betonie, A słowa bez serca przestały robić wrażenie. Nie muszę już robić miejsca ludziom, Którzy przychodzili tylko wtedy, gdy coś ode mnie chcieli.
A cisza krzyczy głośniej niż cały świat! Choć prawda tnie mnie jak brzytwa, daje mi oddech, daje mi start! Nie szukam odpowiedzi, bo mam je w sobie od dawna — Ten rok zdjął maski i pokazał, kto stoi za mną naprawdę!
Zamknąłem drzwi tym, co pukali tylko po wygodę, Wyłączyłem sygnał tym, którzy znikali przy byle problemie. Już nie wierzę uśmiechom bez cienia prawdy, I nie kupuję lojalności na okazję.
Chcieli widzieć mnie milczącego, potulnego, Ale milczenie nauczyło mnie krzyczeć w myślach. Chcieli żebym był „jakiś”, a ja jestem w końcu sobą — Bez filtra, bez strachu, bez kurtyny, która kłamała za mnie.
Może musiałem się zatracić, Może musiałem zgubić własny cień, Może dopiero w ciemności widać, Kto naprawdę trzyma za rękę.
Nie wracam tam, gdzie serce tłumiło bicie, Nie wracam tam, gdzie byłem tylko czyimś tłem. Ten rok nadepnął mi na gardło… Ale nauczył mnie oddychać od nowa.
A cisza krzyczy głośniej niż cały świat! Choć prawda tnie mnie jak brzytwa, daje mi oddech, daje mi start! Nie szukam odpowiedzi — te pytania mnie już nie bolą. Ten rok zerwał więzy, teraz wiem, kto stoi ze mną, a kto był tylko rolą!
Zbyt długo grałem w grę, w której wszyscy mieli przewagę, Bo wierzyłem w ludzi, którzy nie wierzyli we mnie. Teraz spalam mosty jak papier — bez żalu, bez strachu, Bo wolę samotny ogień niż cudzą zimną dłoń.
Wszystko, co mnie bolało, zmieniam w siłę, Wszystko, co mnie dusiło, zamieniam w krzyk. Moje blizny są mapą, która prowadzi do prawdy, Bo każdy upadek był drogą, a nie wstydem.
A cisza krzyczy głośniej niż cały świat! Prawda boli, ale wreszcie czuję, że oddycham jak sam chcę! Nie szukam niczego — wystarczy mi ten jeden fakt: Ten rok zdjął mi klapki z oczu, nauczył ufać, I w końcu wiem, kto jest, a kto tylko był obok.
Nie chcę już kłamstw. Nie chcę już masek. Cisza powiedziała mi wszystko. I to mi wystarcza.