Doba mija, a ja znowu sam na mieście, Takich jak ja jest wielu, lecz nie w tym tempie. Inni gadają, że mają gorzej niż ja, A ja już nie słucham – wolę relację naszą, tak!
Mówią w kółko swoje mantry, że im źle, że pod wiatr, Ale ciągle stwarzają pozory, jakby życie miało ich brać. Szukasz ich uwagi? Po co? To tylko pusty hałas, Nie znają naszej drogi, choć patrzą – i tak nic nie widzą z dala.
[Pre-chorus – pół-melodyjnie] Świat ich nie zmienia, świat ich nie czeka, Ich opinia nie jest żadną pieczęcią. A ja tu stoję z tobą, bez strachu i presji, Bo to, co mamy, bije w rytmie jak werble.
Doba mija, a ja znowu sam na mieście, Takich jak ja jest wielu, lecz nie w tym tempie. Inni gadają, że mają gorzej niż ja, A ja już nie słucham – wolę relację naszą, tak!
Oni i tak nic nie znaczą, krzyczą, by zagłuszyć ciszę, W ich oczach tylko projekcje, w moich – prawdziwe życie. Nie potrzebuję ich słów, nie potrzebuję ich rad, Bo kiedy jesteś obok, świat nabiera barw i drga.
I nawet jeśli noc znów zgaśnie, My przebijemy mrok jak basy. Niech cały tłum się patrzy dziwnie — To nasza droga, nasz własny świat, nie ich racje!
Doba mija, a ja znowu sam na mieście, Takich jak ja jest wielu, lecz nie w tym tempie. Inni gadają, że mają gorzej niż ja, A ja już nie słucham – wolę relację naszą, tak!