Zwrotka 4
W oczach tylko hajsy, fury, markowe szmaty,
Między jednym drinkiem a kolejnym giną zasady.
Każdy chce być królem tej pojebanej sceny,
A kończy najebany, sam, bez żadnej weny.
Kurwinks, hujowizna, dym aż pod sufit,
Jedna kręci biodrem, drugi nos rozbity.
Typy gadają głośno, że kontrolują życie,
A pierwsza lepsza mała robi im tornado w psychice.
Refren
To jest bal popaprańców, nocnych degeneratów,
Trochę luksusu, trochę brudu, trochę spalonych tematów.
Między seksem, ego, dragą i melanżem,
Każdy czegoś szuka, choć sam nie wie nawet czego naprawdę.
Zwrotka 5
Na afterze już ciszej, tylko bas napierdala,
Ktoś rzyga na balkon, ktoś się właśnie zakochał.
Ktoś obiecał wieczność małej poznanej o trzeciej,
A o ósmej rano nawet nie pamięta jej imienia przecież.
I tak się kręci ten syf od weekendu do weekendu,
Od pustych deklaracji aż po jazdy bez sensu.
Miasto zjada ludzi szybciej niż używki,
Bo najgorszy narkotyk to dziś brak prawdziwej bliskości.
Zwrotka 3
Dostęp trochę luksu, trochę popizdostwa,
Na stole biały pył i rozmowy o milionach.
Każdy tutaj kozak, każdy niby bossman,
A wystarczy presja i wychodzi prawda prosta.
Tipsiary w lateksach kręcą dupą pod bass,
Mówią „jestem classy”, potem lecą w brudny trans.
Typy z miną gangsta, ale serca jak szkło,
Jedna zdrada, jedna noc i rozsypuje się to.
Refren
To miasto żyje grzechem, hajsem, pychą, żądzą,
Jedni chcą być wielcy, inni tylko nie chcą zostać z sobą.
Kurwienie emocji, jebanie własnych szans,
Każdy niby wolny, ale coś zniewala nas.
Outro
A rano cisza, kac i zapach papierosów,
Kilka obcych twarzy i brak sensownych głosów.
I tylko lustro mówi prawdę prosto w twarz —
Że pod tym całym syfem każdy chciałby jeszcze raz… czuć coś naprawdę.