Spotkaliśmy się znów, choć czas nas dawno rozdzielił,
jakby świat zapomniał, że kiedyś byliśmy jednością.
W Twoich oczach rozpoznałam ślady dawnych chwil,
tego, co kiedyś było domem dla naszych oddechów.
W innej czasoprzestrzeni kochaliśmy się bez granic —
miłością, której nie zmieścił żaden wszechświat.
Tam nasze dłonie znały swoje linie na pamięć,
a serca biły w jednym rytmie, jakby czas nie istniał.
Lecz czas zatoczył krąg,
i oto znów stoimy tu —
w tej chwili, w tym świecie,
połączeni niewidzialną nicią dawnych obietnic.
Twoja obecność brzmi we mnie jak melodia sprzed wieków,
a moje serce pamięta Cię, zanim wypowiedziałam Twoje imię.
W każdym Twoim spojrzeniu odnajduję echo siebie,
jakbyś niósł wewnątrz fragment mojej zagubionej duszy.
Może świat nas rozdzielił,
może czas próbował zgasić pamięć,
ale miłość…
miłość zawsze wraca do swojego źródła.
A kiedy nasze dłonie znów odnalazły się w półmroku,
świat na moment przestał oddychać.
Jakby samo istnienie zatrzymało puls,
by dać nam przestrzeń na to jedno —
ponowne rozpoznanie.
Nie musieliśmy mówić.
Słowa były tylko cieniem tego,
co między nami płynęło od wieków.
Twoje milczenie niosło więcej prawdy
niż tysiąc wypowiedzianych zdań.
Wspomnienia przebudziły się w naszych ciałach,
w drżeniu palców, w spokojnym rytmie oddechu.
Jakby czas, od dawna rozerwany,
zaczął zszywać się w jedną linię,
prowadząc nas tam,
gdzie dawno temu przerwaliśmy opowieść.
Twoja obecność znów stała się światłem,
co odsuwa ode mnie noc.
A ja, dotykając Twojego policzka,
poczułam, że wracam —
nie do miejsca, lecz do Ciebie.
Bo Ty jesteś moim domem
we wszystkich wymiarach.
I choć życie tutaj jest inne,
bardziej kruche, bardziej ziemskie,
to miłość, którą niesiemy,
pozostaje jak ogień,
którego nic nie potrafi zgasić.
A kiedy księżyc wspiął się wysoko,
otulając nas srebrem swojej ciszy,
poczułam, że w Twoim spojrzeniu
rodzi się wspólne jutro.
„Pamiętasz?” — zapytałeś szeptem,
który poruszył we mnie każdy dawny ślad.
I nagle zobaczyłam obrazy:
nas tańczących pośród gwiazd,
nas rozświetlonych światłem dwóch serc,
które przysięgały sobie wieczność,
choć nie znały granic przestrzeni.
Tak, pamiętałam.
Nie słowami —
lecz drżeniem duszy.
Stanęliśmy wtedy naprzeciw losu,
który raz już nas rozdzielił,
a jednak teraz poddał się bez walki,
jakby zrozumiał, że to, co nasze,
jest silniejsze niż wszystkie światy.
Twoje dłonie otuliły moje,
jakbyś bał się, że znów mnie stracisz.
A ja uśmiechnęłam się lekko,
bo już wiedziałam —
że nawet jeśli los spróbuje
po raz kolejny nas rozrzucić,
odnajdziemy się.
Zawsze.
Bo miłość, która przetrwała wieki,
nie zna słowa „koniec”.
Ona tylko zmienia barwy,
zmienia światy,
zmienia czasy —
ale trwa.
I tak stoimy tutaj,
dwie dusze odnalezione w gęstwinie istnienia,
jak melodia rozpoczęta dawno temu,
a dokończona w tej chwili.
W ciszy słyszę echo dawnych obietnic,
w Twoim dotyku — znajomość tysiąca wspólnych dróg.
A gdy uśmiechasz się tak,
jakby cały wszechświat znów miał sens.
[Guitar Solo]