Jak przerwać ją no jak Gdy ciągle ją słychać
Gdy miesza się z łzą gdy głośno oddycha
Choć chcesz ją wypędzić By wyszła już z życia
Jak przerwać ją no jak gdy wciąż tak trwa
Ta Nieustająca
Nieustająca cisza
Cisza
Ta cisza
Może za mocno samotność ją przytuliła
Może za bardzo się do niej przywiązała
A może w zbyt dużym chaosie żyła
Bo smak goryczy dobrze poznała
I może lepiej jest jej być samej
Tak w sobie spokojnie przez wieki trwać
Nikt nie zakłóci jej wtedy spokoju
Nie zrani gestem ni żadnym słowem
Nikt jej nic złego nie zrobi nie powie
I nie ugodzi w serce zdrady nożem
Nie ugodzi w serce Nie nie nie
Nie ugodzi zdrady nożem
I gdy tak mocno ją teraz słyszy
Nie może z niej odejść
Nie może nie nie nie
Nie może Opuścić tej nocy tej ciszy
Swojej ciszy ciągłej ciszy
Jak przerwać ją no jak
Jak Odważyć się wyjść na świat
Gdy każda kawa z nią wypita
Ciszę o poranku spokojnie wita
I łzy na rzęsach już nie chyboczą
Błysk słońca promienia cieszy tylko oko
Bo Choć pustka wciąż panuje
Choć wyraźnie ją czuć i widać
Choć w pustce tej dziwnie się czuję
Ciszę wciąż chcę witać
Chcę chcę witać
Ciszę wciąż tą ciszę
Chcę witać chcę
Lecz kiedy tęsknota zaczyna zaglądać
Zakłócać spokój i pustkę ciągłą
Serce się budzi chce znów pożądać
Choć jeszcze w głębi myśli się boją
Bo ile można żyć z ciszą tak znaną
Błądzić z nią w nocy i budzić ją rano
Gdy czegoś brakuje czuć tęsknotę serca
W tej ciszy w tych słowach
W tych ciągłych jej szeptach
W tej ciszy W jej szeptach ciszy szeptach
Może jednak pozwolić sercu
Niech nie słucha już tej ciszy
Tych Jej ciągłych głuchych szeptów
Gdy w nocy tylko ją stale słyszysz
Tylko tylko ją słyszysz ją ją słyszysz
Może niech pozwoli
Niech pozwoli na chwilę zapomnienia
Może gdy się z niej wyzwoli
Podąży do serca spełnienia
Może nie będzie już chciało
Zamknięte w ciszy tak trwać
Bo może i dobrze by się stało
Gdyby kogoś znów chciało znać
Gdyby kogoś
Kogoś chciało znów znać
Gdyby kogoś chciało znać
I może lepiej bo oprócz tej ciszy
Wiatr tylko siada gdy kawę ktoś pije
Lecz krzesło jest puste nikt serca nie słyszy
Choć on tam jest choć on wciąż wyje
Bo mimo słów mówionych do niego
Ciągle panuje cisza w tym mroku
Choć spokój czuć czuć spokój jego
To pustka jest pustka krąży wokół
I oczy jakby za czymś tęskniły
Za czymś co dawno za drzwiami zostawiły
Bo gdy poczuły łzę chyboczącą się na oku
Zatonęły w ciszy W tym spokoju i mroku
Zatonęły w ciszy W ciszy ciszy
W tym spokoju i mroku
Lecz kiedy tęsknota zaczyna zaglądać
Zakłócać spokój i pustkę ciągłą
Serce się budzi chce znów pożądać
Choć jeszcze w głębi myśli się boją
Serce serce się budzi
Chce znów pożądać chce chce pożądać
Bo ile można żyć z ciszą tak znaną
Błądzić z nią w nocy i budzić ją rano
Gdy czegoś brakuje czuć tęsknotę serca
W tej ciszy w tych słowach
W jej szeptach ciszy szeptach
Ciszy Ciągłej ciszy szeptach
Bo kiedy ktoś zaczyna znów tęsknić
By poczuć ponownie bicia serca swego
Pustkę chce wypędzić tą ciszę co zna
Niech z wiatrem odejdzie odejdzie gdzieś w dal w dal w dal