Miałam kiedyś chęć na chwilę zapomnienia
Tak po prostu zaszaleć pójść w swoje pragnienia
Nie obchodziłyby mnie wszelkie życia obrazy
Ogarnięta tą błogą błogą chwilą ekstazy
mogłabym tak w zapomnieniu sobie pomarzyć
Sobie pomarzyć w zapomnieniu tak pomarzyć
Miałam kiedyś ochotę Ochotę by zmienić siebie
Być elfem w lasach gęstwinie
Przesiadywać spokojnie na drzewie
Byłabym jego częścią
Każdym liściem i każdym głosem ptaków
Oddychałabym runą leśną zrywając poziomki z krzaków
Jak miło byłoby wtedy odpocząć w koronie wysokich drzew
Ogarnięta własnym floł wsłuchana w ten mój ptaków śpiew
W śpiew ptaków śpiew
Mój ptaków śpiew
Tak Pomiędzy niebem a twardym gruntem,
Płynę ze snem i walczę z buntem.
Raz jestem elfem w leśnej gęstwinie,
Raz własną prawdą, co we mnie płynie.
Zmieniam się w chwilach, co duszę hartują,
Molekuły mego życia... od nowa się budują.
Od nowa nowa się budują
Miałam chwile zaskoczeń, co przyszły same do siebie,
Czekałam na ich odpowiedź, szukając znaku na niebie.
Poczułam wtedy swobodę, jakbym tą chwilą się stała,
Z nią narodziła się na nowo, w niej od zawsze istniała.
Te chwile zmieniły krew, przebudowały mą strukturę,
Bym mogła wyżej i śmielej patrzeć na każdą chmurę.
Patrzeć na każdą na każdą chmurę patrzeć
Miałam też te chwile zwątpienia
Z myślami wtedy się biłam!
Mocno je chciałam osądzić choć sędzią ich nie byłam
Lecz kiedy tak brutalnie rzuciły mnie na kolana
Poczułam że się gubię i krwawi moja rana
moja niezgoda była niezgodą do całego świata
Sądziłam że los specjalnie złośliwy figiel mi splata
Lecz nie był to żart jego ani też podłość żadna
To była rzucona mi na kolana
rzucona moja własna prawda Własna prawda
Bo Prawda nie zawsze jest lekka jak elfi śpiew,
Czasem to pot i łzy, i wzburzona w żyłach krew!
Możesz uciekać w lasy, możesz chować się w sny,
Lecz molekuły twej duszy hartują te trudne dni! Te trudne trudne dni
Bo każda chwila buduje molekuły od nowa,
By dusza na twardą prawdę była wreszcie gotowa.
Pomiędzy snem a ziemią, między walką a ciszą,
Własne kroki nas niosą, własne głosy nas słyszą.
To nie los nam splata figle, to nie świata jest wina,
To nasza prawda... tam, gdzie się ból zaczyna.
Tam, tam gdzie ból się zaczyna
Tak Pomiędzy niebem a twardym gruntem,
Płynę ze snem i walczę z buntem.
Raz jestem elfem w leśnej gęstwinie,
Raz własną prawdą, co we mnie płynie.
Zmieniam się w chwilach, co duszę hartują,
Molekuły mego życia... od nowa się budują.
Od nowa nowa się budują
Nanananananananananananananananananananananananananananananaeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeenananananananananananananana
Molekuły mego życia... od nowa się budują.
Od nowa się budują
Nananananananananananananananananananananaeeeeeeeeeeeeeeeeeenanananananana