Spotkaliśmy się w chaosie — tam, gdzie każdy gra pod siebie,
A my zamiast biec osobno, wzięliśmy życie na wdech.
W świecie, który chce cię złamać, zanim jeszcze powiesz coś,
My szliśmy jak dwa młoty — gdy uderzasz razem, to masz moc.
Los nam rzucał pod nogi brud, szkło, kamienie, ciemny piach,
A my z tego budowaliśmy drogę, żeby iść na dach.
Gdy ktoś gadał, że padniemy — to jak sygnał do ataku,
Bo przyjaźń, która przetrwa burze, to nie miękka rzecz z plakatu.
A jeśli zabraknie nam słów, Dopisze je cichy wiatr. Bo nawet gdy zgubimy rytm — Wciąż mamy ten sam takt.
I nawet gdy świat nas przyciśnie, A każdy krok będzie jak strach, My wrócimy do siebie jak zawsze — Bo braci nie dzieli czas.
Gdy spadałem w dół jak kamień — ty wchodziłeś w ogień pierwszy,
Nie czekałeś na oklaski ani na nagrody z wierszy.
Twoja dłoń to był jak werbel, który stawia mnie na nogi,
A ja stałem obok ciebie, nawet gdy paliły drogi.
Czas próbował nas rozdzielić, rozciął serca ostrym ciosem,
Ale braterstwo to beton, nie rozpuści się pod deszczem.
Świat nam mówił: „Nic z was nie ma”, — niech powtarza jeszcze raz,
Bo żyjemy jednym tempem, jakby w żyłach dudnił bas.
A jeśli zabraknie nam słów, Dopisze je cichy wiatr. Bo nawet gdy zgubimy rytm — Wciąż mamy ten sam takt.
I nawet gdy świat nas przyciśnie,
A każdy krok będzie jak strach,
My wrócimy do siebie jak zawsze —
Bo braci nie dzieli czas.
Przeszliśmy przez ogień, w którym inni dawno by się spalili,
A my wracaliśmy mocniejsi, jakby płomienie nas szkoliły.
Każda blizna to zapis bitwy — nie trofeum, lecz dowód,
Że wytrwaliśmy wtedy, gdy inni upadali z powodu.
Czas próbował nas połamać, ale złamał tylko ciszę —
Bo po każdym jego ciosie wracaliśmy jeszcze bliżej.
Możesz zabrać nam fortuny, zabrać wiarę, świat i blask —
Ale nigdy nie odbierzesz tego, co połączył jeden takt.
A jeśli zabraknie nam słów,
Dopisze je cichy wiatr.
Bo nawet gdy zgubimy rytm —
Wciąż mamy ten sam takt.