Tańczę z cieniem, kiedy noc mnie woła, Memento mori – takie życie, taka szkoła. Zegar tyka, każda chwila jak pożoga, Więc jeśli płonę – to do końca, aż do Boga.
Patrzę w lustro, widzę rysy jak na starych płytach, Czas mi dusi kark jak w średniowiecznych mitach. Danse macabre – każdy z nas tu tańczy w rytmach, Bal kostuchy, w którym płyniesz na własnych błędów szczytach.
Zbieram wspomnienia, jakby były złotem w dłoniach, A topią się jak śnieg – znów spadam na kolanach. Czuję, jak przemija wszystko, nawet gniew i chwała, Cisza po bitwie – tylko echo w pustych ścianach.
Tańczę z cieniem, kiedy noc mnie woła, Memento mori – takie życie, taka szkoła. Zegar tyka, każda chwila jak pożoga, Więc jeśli płonę – to do końca, aż do Boga.
Żyjemy szybko jak płomień, co żre tlen, A potem znikamy – zdmuchnięci jednym tchnieniem. Melancholia wisi w powietrzu jak mgła nad cmentarzem, Ale idę, bo wiem, że strach to tylko mój żałobny strażnik.
Śmierć nam pisze listy, ale odkładamy je na później, Jakby czas był łaskawszy, jakby mniej był okrutny. A on kręci klepsydrą i piasek leci na grudnie, Każde ziarnko to sekunda, której już nie zbudzisz.
Tańczę z cieniem, kiedy noc mnie woła, Memento mori – takie życie, taka szkoła. Zegar tyka, każda chwila jak pożoga, Więc jeśli płonę – to do końca, aż do Boga.
Gdybyś mógł policzyć sny, Wiedziałbyś, że każdy z nich Jest jak krok po kruchym lodzie – Wszyscy idą w jedną stronę…
Więc tańcz, dopóki w żyłach płynie ogień, Bo każdy świt nas robi o dzień słabszym. Zostaw ślad, choćby nikły, choćby mały – By cień miał z kim tańczyć, gdy cię zabraknie.