Pociąg przecina miasto
jak linia światła.
Szkło drży,
neony płyną obok.
Za szybą płyną obrazy —
twarze, reklamy, cienie.
Każdy gdzieś jedzie,
niewielu wie dokąd.
Widzę ludzi
szukających światła
w odbiciu własnych oczu.
Widzę dłonie
zaciśnięte na ciszy.
Miasto przesuwa się
jak sen bez końca.
Stacje mijają szybciej
niż pytania.
Nie znam ich imion.
Ale znam ten głód.
Ten sam,
który prowadzi mnie dalej.
Neon gaśnie.
Pociąg zwalnia.
Na chwilę
światło zostaje.