[Intro]
(Dźwięki czystej, lekko rozstrojonej gitary z głębokim reverbem. W tle słychać szum deszczu i odgłos tłuczonego szkła. Szeptem:)
Cisza nie jest brakiem dźwięku... jest obecnością końca.
[Zwrotka 1: Styl Goth]
W rogach pokoju gęstnieje atrament
Czas zastygł w przełyku jak zimny kamień
Ściany oddychają, choć ja nie potrafię
Składam swe dłonie w pustym epitafium
Nie szukam światła, ono tylko parzy
W lustrze nie widzę już własnej twarzy
Tylko ten lej, co w piersi się wierci
Bezdenna otchłań, starsza od śmierci.
[Pre-chorus: Narastające napięcie]
To nie boli... to po prostu zabiera.
Warstwa po warstwie...
Wszystko...
ZNIKA!
[Refren: Styl Metalcore]
PUSTKA MNIE KARMI, PUSTKA MNIE POŻERA!
W moich żyłach płynie czarna etera!
Nie ma tu nieba, nie ma tu dna!
Tylko ta cisza, co w gardle mi gra!
WYKRZYCZĘ NICOŚĆ W TWARZ KAŻDEJ GWIAZDY!
Został tu tylko popiół i blizny!
[Zwrotka 2: Styl Goth/Metalcore mix]
Cienie tańczą na trupach moich marzeń (Zdechły wczoraj!)
Pustka nie pyta, ona tylko bierze (Bierze wszystko!)
Jestem naczyniem, które pękło w pół
Rozlany sens wsiąka w brudny stół.
[Bridge: Breakdown]
Słyszysz to?
To dźwięk duszy, która przestała gonić.
NIC. NIE. ZOSTAŁO.
NIC. NIE. MA. ZNACZENIA.
Zgiń w objęciach próżni.
[Outro]
Gdy wszystko zniknie, zostanie tylko mrok.
I ja...
W samym środku niczego.
Spokojna.
Pusta.