Miałam cztery lata, gdy tata odszedł nagle
Zostałaś na morzu, sama trzymałaś żagle.
Nas była czwórka, a Ty jedna jedyna
Zaczęła się trudna, życiowa godzina.
Pieniędzy brakowało, było ciężko i szaro
Lecz Ty walczyłaś z losem jak kto mało
Dbałaś, by na stole zawsze było jedzenie
To było Twoje największe zmartwienie
Kochałam Cię, Mamo, na swój własny sposób
Mimo trudnych słów i życiowych losów
Dziś rozumiem ciężar, który wtedy niosłaś
I to, że dla nas tak wszystko robiłaś
Choć dystans nas dzielił i uraza w sercu
Dziś jesteś spokojna, tam – na Twoim miejscu.
Szybko wyjechałam, szukałam swej drogi
Dla nas obu ten los bywał srogi.
Kontakt był trudny, milczenie nas paliło
Lecz pod tą urazą kochanie wciąż żyło.
Trzy lata przed końcem przyszło wybaczenie
Zmieniło się w końcu to nasze milczenie.
Zdążyłam Cię przytulić, zdążyłam Cię poznać
I tej Twojej miłości wreszcie móc doznać.
Niosłaś ten bagaż przez lata, w mozole
Wybierając dla nas tę najtrudniejszą rolę.
Tęskniłam za Tobą, nawet gdy byłam daleko
Płynąc przez życie Twoją ciężką rzeką.
Kochałam Cię, Mamo, na swój własny sposób
Mimo trudnych słów i życiowych losów
Dziś rozumiem ciężar, który wtedy niosłaś
I to, że dla nas tak wszystko robiłaś
Choć dystans nas dzielił i uraza w sercu
Dziś jesteś spokojna, tam – na Twoim miejscu.
Szybko wyjechałam, szukałam swej drogi
Dla nas obu ten los bywał srogi.
Kontakt był trudny, milczenie nas paliło
Lecz pod tą urazą kochanie wciąż żyło.
Trzy lata przed końcem przyszło wybaczenie
Zmieniło się w końcu to nasze milczenie.
Zdążyłam Cię przytulić, zdążyłam Cię poznać
I tej Twojej miłości wreszcie móc doznać.
Już nie musisz się starać, już nie musisz się bać
W moim sercu na zawsze będziesz trwać.
Kochałam Cię wtedy, kocham Cię teraz.
Spoczywaj w pokoju gdzie jesteś teraz