Znowu życie mnie mocno zraniło
Wszystko, co dobre, dawno się skończyło
W cztery ściany uciekam przed światem
Ból stał się ojcem i stał się mym bratem.
Zamykam drzwi, przekręcone kluczem
W sercu narasta ciągły smutek
Ludzie jak ciernie, ranią mi dłonie
Wszystko, co jasne, w mym mroku płonie.
Siedzę w ciemności, tu nikt mnie nie widzi
Mój własny strach już mną nie szydzi
Chcę tylko odejść, zostawić to wszystko
Pustka jest blisko, zbyt boleśnie blisko.
Uciekam od ludzi, od ich fałszu i gier
Zepsuty we mnie jest każdy ster
Za zamkniętymi drzwiami się chowam
Gdzie cisza jest lepsza niż puste słowa.
Każdy ich szept to jak uderzenie
W głowie mam tylko jedno pragnienie:
Zniknąć na zawsze, nie czuć już nic
Przerwać tę cienką, bolesną nić.
Mrok mnie otula jak miękki koc
Czekam, aż minie kolejna noc
Nikt nie zrozumie, nikt nie zapyta
Gdy dusza rozpaczą jest cała spowita.
Siedzę w ciemności, tu nikt mnie nie widzi
Mój własny strach już mną nie szydzi
Chcę tylko odejść, zostawić to wszystko
Pustka jest blisko, zbyt boleśnie blisko.
Uciekam od ludzi, od ich fałszu i gier
Zepsuty we mnie jest każdy ster
Za zamkniętymi drzwiami się chowam
Gdzie cisza jest lepsza niż puste słowa.
Każdy ich szept to jak uderzenie
W głowie mam tylko jedno pragnienie:
Zniknąć na zawsze, nie czuć już nic
Przerwać tę cienką, bolesną nić.
Mrok mnie otula jak miękki koc
Czekam, aż minie kolejna noc
Nikt nie zrozumie, nikt nie zapyta
Gdy dusza rozpaczą jest cała spowita.
Chcę stąd wyjść, ale nie do nich
Tam każdy gest tylko ból mój goni
Zostaję tutaj, w mym cieniu
W moim prywatnym, niemym cierpieniu.
Siedzę w ciemności, tu nikt mnie nie widzi
Mój własny strach już mną nie szydzi
Chcę tylko odejść, zostawić to wszystko
Pustka jest blisko, zbyt bardzo blisko.
Uciekam od ludzi, od ich fałszu i gier
Zepsuty we mnie jest każdy ster
Za zamkniętymi drzwiami się chowam
Gdzie cisza jest lepsza niż puste słowa.